Odwlekane porządki

Niedawno nabyłem wersję papierową książki Marcina Borkowskiego. Natchnęło mnie to do napisania posta, którego proces tworzenia był… odwlekany. Tak jak tytułowe porządki i tak jak to o czym dalej.

O boshe, będzie narzekał że żyje

Tak, tak. Właśnie o to chodzi. Popatrzyłem na leżącą książkę na stoliku i poczułem, że tytuł jest jak mój aktualny stan. Wszystko zostawiam na później. Tłumaczę, że mam coś innego do roboty i że jak to się w końcu skończy to będzie lepiej. Wypieram jedno drugim. Motywacja na to pierwsze gdzieś znikła i leży w kolejce.

Zawsze (magicznie) przy pewnych okazjach pojawia się myśl że miałem coś zrobić. Pierwsze z brzegu. WordPress. Ile to ja razy chciałem przerobić stronę Oświęcimskiego Klubu Fantastyki. Pewno tyle samo ile lat istnieje po reaktywacji. Pomysłów tona, ale za każdym razem coś nie styka.

Lutownicę trzeba.

Cholerne karty, gdzie ja je dałem

W Magic the Gathering gram od lat kilku. Z czasem kart zbiera się coraz więcej. Więcej pudełek, więcej szukania. I jakimś cudem, zwykle coś wsiąka. Prób posprzątania, poukładania, posortowania podejmowałem kilka. Bezskutecznie. Nadal przy każdej okazji konstrukcji decku pojawia się ta sama myśl.

Najłatwiej by było najzwyczajniej w świecie je wszystkie wywalić. Problem by znikł. Ale sentymenty na to nie pozwalają.

Plany… nierealne

Ferie z fantastyką się minęły. Mówiłem (sobie), że jak ten cały galimatias się skończy to zrobię to czy tamto. Obiecałem komuś kampanię w D&D. Miała powstać strona na FB poświęcona najwytrwalszemu graczowi MtG jakiego znam. Za figurki się zabrać mam. Znowu ta strona, znowu te karty.

Gdybym przeszukał kłębki pamięci, to pewno bym coś jeszcze znalazł. Nie wspominając jednego z postów wcześniej. Właśnie dlatego nie lubię postanowień noworocznych.

Niemniej jednak, jeżeli się coś zacznie dziać, to wiedz że coś się dzieje

Odwlekane porządki

Przysięga Zen

Popatrzyłem na nowe karty wymyślone przez Wizards of the Coast. Zawiodłem się. Przeczytałem artykuł tłumaczący jak postawał znaczek bezkolorowej many. Nie przekonali mnie. Tak więc postanowiłem wyrazić swoją opinię o nadchodzącym Oath of the Gatewatch.

Jedna mała deklaracja wstępna. Nie gram standardu, a limited grywam bardzo rzadko. Karty, które zobaczyłem oceniam z perspektywy moich talii do EDH, oraz sensu użyteczności gdziekolwiek. Nie jestem ekspertem, więc cokolwiek napiszę, to tylko moje amatorskie zdanie.

Colorless shit

Artykuł mówiący o bezkolorowej manie to taki marketingowy tekst, który ma na celu przekonać nas, że to co nam chcą sprzedać jest super! Że kasa, którą wydamy nie pójdzie na marne i będziemy się super bawić. I jak w sumie jestem przekonany że grając w MtG super się będziemy bawić, to jakoś nie kupuję tekstu o sensowności bezkolorowej many. Wmawianie, że kiedyś trzeba było pokazać różnicę pomiędzy bezkolorową i ogólną maną, a ponoć pokazanie tego na przykładzie eldrazich i całej tej pustki to podkreślenie także czym eldrazi są, mnie nie przekonuje. No i co teraz.

Możemy przedrukować tonę lądów, by zmienić 1 na romb. Super mniej roboty dla R&D! Zaoszczędzimy!

O! tak ja to odbieram. Nie wiem, może za bardzo się nastawiłem na to źle. Możę w praniu wyjdzie, że to nawet fajne i nie ma na co narzekać. Ale mnie się to nie widzi i mam nadzieję że na OGW się skończy ta głupia zabawa w szósty “kolor” many.

3/3 white Angel creature token with flying

Tak, tak. To jest bardzo durne. Pewno nikt z tym problemu nie ma, tylko ja. Lubię tokeny dodawane do boosterów. Uważam że to sensowne się nimi posługiwać, a te dwustronne, wymyślone na potrzeby Commandera to już szczyt geniuszu. Ale jak widzę że z Angel 4/4 with flying robią wersję mniejszą to zaczynam się zastanawiać po co? Ok, to jedna karta, nie widzę dla niej użytku u siebie, ale tak czy siak jakoś mnie to wkurzyło (no przesadzam trochę). Uważam że zielony wilk zawsze powienen zostać 2/2, bestia 3/3, anioł 4/4 itp. itd. Czasem zmiany rozumiem, ale jeżeli tylko zmieniają się statystyki to jest… głupie. Tak wiem, głupie, jak moje argumenty.

Przysięgam że jak kumple wpadną to…

Jak zobaczyłem pierwszego Oath of… to wiedziałem że będzie ich więcej. Ktoś się nimi cieszył, ale dla mnie te karty są strasznie mało użyteczne. Widziałem w standardzie talie które miały kilka planeswalkerów, ale chyba nigdy nie widziałem ich wszystkich na raz na stole. Sądzę, że te przysięgi to taki zapychacz boosterów. Ktoś fabularnie pomyślał że to będzie spoko i wsadził do zestawu.

Jakieś dobre słowo by się przydało

Magic to Magic. On chyba zawsze będzie fajny, bo nawet najgorsze zmiany nie są wstanie zepsuć zabawy z gry jaką Magic dostarcza. To co mi w zestawie się podoba, to nowe dwukolorowe, lądy uncommonowe. Do EDH będą jak znalazł. Nowe man-landy. General Tazri, jest tani (w piniondzach) a pozwala stworzyć pięciokolorową talię do EDH. Oraz większość wielekolorowych kart.

Oh! Oh! Oh! It’s magic!

Przysięga Zen

Shin 6?

Ponoć robienie postanowień noworocznych ma jakiś sens. Bo to niby cele do których możemy dążyć. Ponoć najlepiej je robić na początku roku, bo wtedy w ogóle się komuś chce je realizować. Jakiś kołcz mógłby powiedzieć, że postanowienie noworoczne to dalekosiężne plany na najbliższe 12 miesięcy (choć nie wiem czy mógłby tak powiedzieć, bo ja żadnego kołcza nie spotkałem, tak sobie tylko gdybam). A jak to jest naprawdę każdy sam wie.

Od lat mnie pytają i od lat nie robię. Bo to nie ma sensu. Wszystko się po drodze zmiania, człowiek ma lenia i z tego stanu nie wyjdzie ot tak. Pewno, coś tam sobie postanawiam, ale nauczony latami poprzednimi wiem, że i tak mi nie wychodzi.

Lightning Vuitton

Tak, to moje pierwsze niepostanowienie noworoczne. Zawsze przychodzi taka chwila, przy okazji której mówię sobie, że muszę skończyć wszystkie finale trzynastki. Super by było zrozumieć o co tam chodzi, a jeszcze lepiej jakby udało się napisać artykuł o muzyce z serii. Myślę tak od wielu lat, ale co mam poradzić że od niedawna lepiej mi się gra na PS4, niż PS3.

Do tego dochodzi fakt, że jakoś wolę czasem chwycić się za jakąś nowość, nieraz coś bardziej bezmózgiego, niż siedzieć i próbować kumać co się dzieje i kto to L’Cie i Fal’Cie i… te inne lucki. No i jeszcze Trylogia Final Fantasy XIII to nie jedyna gra (gry?), które chciałbym skończyć.

Muramasowa Platyna

Muramasa Rebirth, czy jak ja wolę Oboromuramasa to cudowna gra, w której brakuje mi tylko (pytanie czy faktycznie tylko), trzech trofeów do platyny, oraz kilku aby mieć 100%. Gra posiadająca najlepsze DLC jakie kiedykolwiek kupiłem. Gra z najcudowniejszą muzyką stworzoną ostatnimi laty (ranking osobisty). Gra w którą mega przyjemniej się gra. Chyba że ktoś każe grać na Fury Mode. Ludzie przechodzą, to czemu ja miałbym nie.

I tu pojawia się coś, na co kiedyś bym nie śmiał narzekać. Brak czasu (wolnego). Każdy ma go tyle samo, ale jakoś żal mi siedzieć i próbować non-stop. Muszę skreślić z listy jakieś zainteresowania (np. pisanie durnego bloga), wtedy będę miał więcej chwil na granie (a i może kasy). Tylko, że to takie samo pitolenie jak to o postanowieniach noworocznych, no i wszystkiego mi po trochu żal.

Kupka wstydu

To nie kupka, to wielkie, ogromne, śmierdzące kupsko! Tej nigdy nie zlikwiduję i nawet nie mam zamiaru, ale jak już wcześniej pisałem są takie gry, które warto by było skończyć. Ot Life is Strange. Jakoś nie mogę się podnieść. Chyba zabiły mnie zbyt duże odstępy wydawania odcinków. Uncharted 1-3 – mógłbym zagrać na PS4 (na PS3 też), ale płytę ruszyłem tylko po to by zagrać ß trybu wieloosobowego Uncharted 4 (tak, tak, zmarnowałem czas). Dodatek do Wiedźmina, a także platyna w Wiedźmaku czekają i może sobie poczekają.

Cholewcia, ile czasem bym dał by powrócić do dzieciństwa, kiedy to czas nie był deficytem. Kiedy faktycznie człowiek nie miał co robić.

Czy to nowy rok, czy stary. Czy piszemy 2015 czy 2016, od tego jaką datę zapisujemy nic się zmienia.

Powinienem ruszyć dupę, zanim cały dzionek pójdzie na straty!

Shin 6?