Niby pełna gra, a chyba to demo

Oglądając ostatniego pro toura trafiłem na reklamę Magic the Gathering Puzzle Quest. Pomyślałem – ściągnę, spróbuję. I tak też zrobiłem. Nawet się wciągnąłem i grało się przyjemnie, aż ciut się wkurzyłem i odinstalowałem.

MtG:PQ jak każda gra free-to-play, zawiera mikropłatności. Czasem zakupy zmieniają tylko drobne rzeczy typu wygląd postaci, przedmiotów, a nie wpływają na balans gry. Lecz takie gry należą do rzadkości. W końcu najlepiej zarabia się gdy człowiekowi za pieniądze pozwala się kupić przewagę. Kup wirtualną walutę. Im więcej tym lepiej. A jak masz jej dużo to łatwiej będzie ci zdobyć mocne karty. Takie przesłanie mają twórcy tej wersji Puzzle Questa. Chyba…

Wiele z tego rozumiem. Takie czasy nastały i w sumie nikt nie każe nam kupować tej dziwnej waluty. Nikt nie każe nam grać online i próbować walczyć z bogaczami którzy mają przepakowane talie. Choć bardzo szczerze mówiąc, to nie kojarzę by ktoś takową talię miał. A może los mi sprzyjał?

Może zbyt mało grałem online. Skupiłem się na kampanii i zrobieniu czego tylko się da, by w sumie dostać jak najwięcej waluty za którą kupię boostery. Wtedy naszła mnie taka myśl; a jak twórcy dodają algorytm sprawiający, że im dłużej gram nie wydając ani dolara coraz gorzej będzie nam wygrać. W końcu to gra na każdym kroku losowa. Szczęście można zmodyfikować. Słabe, bez użyteczne w tej chwili karty będą dochodzić nam na rękę. Komputera kart nie widzimy, więc te mogą się zmieniać na bieżąco, w zależności od potrzeby. Tak samo można zmodyfikować spadające klocki. Suma summarum – nie płacisz, masz mocno pod górkę.

To tylko głupia teoria, która ma usprawiedliwić mój wrodzony brak szczęścia. Niemniej jednak grę odinstalowałem, gdy po kilku, a może nawet kilkunastu próbach zrobienia jednego questu, poczułem się oszukiwany – komputer wygrywał rzutem na taśmę.

Nie mówię że Magic the Gathering: Puzzle Quest to gra zła. Wciąga. Można zagrać partyjkę albo dwie jak się ma chwilę czasu. Ale model free-to-play zawsze będzie kojarzył mi się ze stwierdzeniem pay-to-win. Niestety.