Time Walk MtG

Draftując Kaladesh

Przez cztery soboty października siedziałem z innymi dziwakami i grałem magicowe turnieje limited. Otwierałem boostery i próbowałem złożyć taką talię by coś ugrać. Bezskutecznie. Co gorsza w moim odczuciu nie wiem co miałbym zrobić by polepszyć swój wynik następnym razem mimo, że z każdym turniejem zauważałem pewne popełniane przeze mnie błędy.

Po pierwszym drafcie przeglądnąłem różne teksty o tym co z czym łączyć, co brać najpierw. Zawsze przy pierwszej paczce pojawia się ten sam problem. Nie mam rare’owego potworka zabijającego na miejscu, nie wiem w jakie kolory pójść. Nawet jak uda mi się wybrać fajną i dobrą kartę to nadal mam mętlik w głowie. Do tego doszedłem do wniosku, że przez 4 tygodnie nawet nie spojrzałem na czarne karty.

Niebieski nie jest moim kolorem. Nie przepadam za nim, nie wiem jak nim grać, a chyba tylko raz udało mi się go ominąć. Nie wiem czy to zły kolor do draftowania w Kaladeshu. Myślę raczej że problem niebieskiego polega na tym jakiego kompana mu dobierzemy.

Idąc dalej myślami mam wrażenie że wszystkie fajne karty mnie omijają, albo ich nie dostrzegam. Ja rozumiem że dobre artefakty, removal jest każdemu potrzebny, ale jeżeli otwieram paczkę a tam go nie ma to już jestem na straconej pozycji, bo szanse że do mnie trafi są niewielkie. Do tego fixing. Nie żebym go bardzo często potrzebował, ale jak już się pojawia to zwykle z nim przychodzi coś ciekawszego.

Brak doświadczenia i koncentrowanie się na tej jednej karcie którą wyciągam – to chyba moje główne problemy. W którymś drafcie, ktoś rzucił hasłem „muszę zbierać coś za 2 many (…)” i wtedy obudziłem się, że większość – niby fajnych – kart kosztuje 4+. Do tego momentu, mogę być martwy. Draftując nie mam pamięci do tego co, plus/minus zabrałem. Nie myślę „oki, kilka stworków dużych mam, to może zacznę brać to mięso armatnie”. Do tego wydaje mi się że w 90% warto przypadku lepiej wziąć removal niż kolejnego stworka (niby)coś dającego.

Tak samo kiedyś próbowałem uczyć się grać w Dead or Alive 5. Bo nauka na analizie własnych błędów jest najlepsza. Tam mi to nie wyszło a tutaj niestety to trochę kosztuje. Przydałby się taki Time Walk (jak na obrazku posta) i możliwość zagrania od nowa.

Draftując Kaladesh

e-dziewczyny w e-bikini #5

Skończyłem Odin Sphere. Powinienem zabrać się za kolejną grę która leży na półce nie ruszona – nie wiem którą. A że jesienny czas lenistwa się zaczął dla mnie bardzo wcześnie postanowiłem sobie poczekać na Final Fantasy XV, właśnie do 29 listopada (+/-).

Żeby czas zmarnować trochę bardziej efektywnie, oglądam ludzi grających w MtG – bardzo polecam treści wszelakie z MTGGoldfish – czy też sam sobie trochę funowo draftuję w katowickim Flambergu. A i ostatnio siadłem ponownie do Dead or Alive Xtreme 3.

Strata czasu, ale i myśli nie chodzą w tą stronę co trzeba, więc po co za bardzo kombinować. Jako prymitywny przedstawiciel męskiej części społeczeństwa, który zawsze czuł się mentalnie japońskim otaku, całkiem dobrze spędzam czas przy nudnej grze.

Wiele się nie zmieniło od czasu gdy kończyłem swą pierwszą podróż na wyspie Zacka. Nowe stroje – głównie mało ciekawe i takie których wczasowiczki nie lubią. Pose cardy, czyli zmuszanie dziewczyn do wyginania się w specyficzny sposób. Oraz dodatkowy tryb fotograficzny, wykorzystujący wcześniej wspomniane kartki. Do tego ścianki – jak dla prawdziwych celebrytek.

Wbiłem poziom 60 i dostałem opcje kupienia złotego wachlarza. Podwiewa nie tylko włosy, ale także biust i tyłek. Wygląda to tragicznie… i tyle. Tak naprawdę jedyną rzeczą jaka mnie tam jeszcze ciekawi to time stop. Ale do tego trzeba trochę czasu zmarnować.

I chyba właśnie to robię.

e-dziewczyny w e-bikini #5