Lacrimosa of Dana

Nie umiem jasno określić Ysa VIII, bo to dość specyficzna gra, w którą gra się przyjemnie, mimo że ameryki nie odkrywa. Ostatnio przemierzam wyspę Isle (chyba tak się ona zwie) i nawalam w przyciski.

Jest barwnie, przyjemnie tylko zbliżający się koniec świata przypomina o tym, że musimy coś z tym zrobić. Apokalipsa tuż za rogiem, więc może lepiej pozwiedzać stare rejony, pozbierać surowce i połowić ryby.

Japoński action RPG pełną gębą. Graficznie, muzycznie czy fabularnie nie powala, ale robi doskonale to co każda gra powinna – pozwala się zrelaksować na kilka godzin. Jak dla mnie wszystko tutaj jest bardzo poprawne, lub ciut ponad to.

Walka, czasem wymagająca, ale na tym normalnym poziomie trudności rzadko się zdarzają problemy. Zagadki zmuszają czasem do myślenia, ale to RPG a nie puzzle by przez pół dnia nie móc pójść dalej. Łowienia ryb chyba się prościej zrobić nie da.

Tylko z czasem robi się tak smutno, wzruszająco i człowiek zastanawia się czy gra tego typu to nie najlepszy sposób by przekazać proste wartości jak przyjaźń, koleżeństwo, współpraca.

Nie skończyłem jeszcze gry, ale czeka mnie przejście na wyższym poziomie trudności by zdobyć platynę. Do tego NIS America przyznało się do kiepskiego tłumaczenia (nie znam na tyle angielskiego by się czepiać) i ma to poprawić. Nie sądzę bym zmienił zdanie, bo stare Ysy były pod wieloma względami podobne.

Zawsze dobre, jak na swoje czasy.