This are voyages…

Kolejna edycja eRPeGowego Maratonu za mną, czy też nami. Tym razem pokusiłem się o małą odmianę i postanowiłem poprowadzić jakieś scifi. Choć Star Trek Adventures może do końca czystym sience fiction nie jest, to chodziło głównie o odskocznie od fantasy lochów. Dla mnie i dla graczy.

Gdy zadeklaruję, że coś zrobię to w zwyczaju mam tego się trzymać. Chęci na prowadzenie z czasem malały a na koniec została mi tylko nadzieją, że nie będzie chętnych na granie. W końcu chętni się zjawili, oczywiście niewiele wiedzieli o uniwersum, co w sumie wiele nie przeszkadzało. Grunt, że byli otwarci na pomysły, dociekliwi i chętni do kombinowania.

Dawno jako mistrz gry się tak dobrze nie bawiłem. Zasługa graczy, tych co kombinowali dobrze i tych co starali się przekombinować. Gdy inżynier postanowił rozłożyć łazik (z założenia taki duży, mogący przewieść kilka osób, trochę dużego sprzętu), by ponownie złożyć go przeniesieniu części za most, przez który nie byłby wstanie przyjechać miałem łzy w oczach.

Z drugiej strony się mogę się mu nie dziwić. Ja w końcu wiem co będzie dalej. On stara się kombinować by do samego końca mieć potrzebny sprzęt. Niemniej jednak sesja zachęciła mnie by na kolejny maraton, pomyśleć nad kolejnymi przygodami tam gdzie nie dotarł żaden człowiek.

Choć, może raczej tam gdzie dotarł, bo na jakiejś stacji kosmicznej.