Ośmiu podróżników

Jakieś 72 godziny zajęło mi skończenie 8 historii w Octopath Traveler. Bardzo miło spędzone 72 godziny. Dawno nie grałem w klasycznego jRPGa. I mimo, że od strony fabularnej można by sporo poprawić, to w każdym innym aspekcie jest świetnie.

Oprawa graficzna, zwana przez twórców 2D-HD, wyśmienicie się prezentuje, czy to na małym ekranie czy na telewizorze/monitorze. Owszem nie grałem na jakiś 50 calach.
Widać, że Aquaire chciało mocno nawiązać do czasów 16-bitowych konsol. Animacje także są tu dość symboliczne, ale biorąc pod uwagę ich ilość, to sądzę że musiała to być żmudna robota.

Kompletnie nie znam się na pixelarcie, ale przeglądając czasem twittera zdarza się mi spotkać poradniki jak krok po kroku, klatka po klatce zrobić pewne efekty. Świetne są refleksy światła na delikatnie kołyszącej się wodzie, czy flary pochodzące od wychodzącego zza horyzontu słońca. To jeden z tych elementów -HD, których nie załatwiono żmudnym rysowanie pixel po pixelu. Połączenie tych elementów nie daje mocnego kontrastu i ładnie ze sobą współgra.

Muzycznie, to także majstersztyk. Chciałbym pewnego dnia podjąć się napisania recenzji soundtracku na Muzykę Grową. Ale na razie jakoś boję się z tym zmierzyć a im dłużej czekam, tym mniej będzie mi się chciało. Wiele świetnych motywów, które im dłużej grałem lepiej wpadały w uchu. Przy Decisive Battle II świetnie lało się bossów. Do tego ten efekt przejścia z muzyki fabularnej do walki – majstersztyk. Yasunori Nishiki stworzył piękną ścieżkę dźwiękową, która cudownie obrazuję wydarzenia w grze. Do tego, mocno nawiązał do dawnych czasów. I jak na początku myślałem gra stylizowana na erę 16 bitową, to czemu nie zrobili tak z muzyką, to dziś wolałbym się nie przyznawać do tego stwierdzenia.

I co najważniejsze w tej grze, czyli walka i jej mechanika. W którejś recenzji porównywano ją z Bravely Default. Nigdy nie grałem, pewno dlatego, że nigdy nie załapałem się na 3DSa. System niszczenia obrony przeciwnika, poprzez używanie ataków na które jest on podatny, sprawia że człowiek zamiast klepać atak, atak, atak, atak ciut więcej kombinuje. Owszem często nie różni się to wiele on robienia 4 ataków, ale nadal patrzymy na kolejkę, kto na co jest podatny – a tego też nie mamy od razu podanego na tacy. Czy uda nam się zbić obronę, by ogłuszyć przeciwnika itd. Nie jest to zabawa skomplikowana – może poza bossami, ale dodaje trochę głębi walki. Całość zabawy zniszczyła mi profesja Sorcerer. To taki trochę fuks. Udało mi się po ciężkiej walce zdobyć ją od razu. Do tego, w połączeniu ze Scholarem i wyciągniętym atakiem elementarny do jakiejś absurdalnej wartości każda walka kończyła się w pierwszej rundzie a walki z bossami, przynajmniej tymi fabularnymi były śmienie krótkie.

To nie tak, że po skończeniu zabawy wszystkimi postaciami nic mi już nie zostało. Wiem, że są jeszcze drobne zadania poboczne – sporo z nich zacząłem, ale nie starał się na nich skupiać za bardzo. Wiem, że jest parę opcjonalnych lokacji do odwiedzenia i kilkoro bossów do pokonania.

Nie wiem czy szybko wrócę do Octopath Travelera, ale to cudowna gra. Captain Toad, Yakuza Kiwami 1/2, czy wychodzący we wrześniu Dragon Quest XI już na mnie czekają. Pewno jak z wieloma innymi tytułami, także i ten zostanie gdzieś na wieczne niedokończenie.

Ten wpis tworzyłem przy użyciu nowego sposobu tworzenie postów w wordpressie i już mnie boli, że coś wygląda nie tak. Ale muszę nauczyć się przymykać oko.

3 myśli na temat “Ośmiu podróżników”

  1. Ładna grafika, szkoda, że obrazeczków nie da się powiększyć.

    1. Poprawiłem. To ten nowy – eksperymentalny – edytor WordPressa i człowiek musi się uczyć od nowa.

Możliwość komentowania jest wyłączona.