#100

Czasem siadam przed edytorem wordpressowym i próbuję coś pisać. Nigdy to nie jest dobre, ale często jest tak, że nie piszę dalej. Czasem zostaje szkic i sobie leży. Nie raz go przypadkiem usuwam i w sumie nie żebym tego żałował, bo bywa tak, że lepiej zacząć od nowa.

I pewno nie powinienem robić 100 wpisu mówiącego o tym jaki on szczególny i specjalny jest, bo jest setnym a z drugiej strony czemu nie. Mój blog widział wiele bzdur i mimo, że czasem myślę, iż fajnie byłoby pisać z sensem i na temat to zastanawiam się – po cholerę.

Setny wpis będzie tym kolejnym do którego siadam by po prostu pomęczyć klawiaturę, palce i oczy. By wstawić sobie Hitomi w obrazek wyróżniający. By ten jeden jedyny czytelnik stracił trochę czasu.

Żadnych podsumowań. Żadnych postanowień. Bo zwyczajnie mi się nie chce. Zbyt długo już miewam ochotę by wprowadzać zmiany. Zbyt wiele razy próbowałem startować od nowa i sprawić by chęci przemieniły się w coś realnego. Żaden kołcz nie musi mówić mi, że czekając na cud niczego się nie doczekamy. Będzie co ma być i tyle.

Pozdrawiam mojego jedynego czytelnika i mam nadzieję, że go kiedyś czymś zaskoczę.

Domena

Co roku, w okolicach czerwca, gdy wydaję te pięćdziesiąt parę złotych na domenę pavelsjunk.net przychodzi ta chwila zastanowienia. Po co? A może by dać sobie spokój. 50 zł to niewiele, ale w sumie.

I cokolwiek bym nie myślał. Jakby mnie nie kusiło by dać sobie spokój. Tak zawsze przedłużam dalej. Bo bez niej blog byłby jakiś taki nijaki. Bez niej nie byłoby tej iskierki nadziei, że kiedyś wrócę do zabawy w webmastering czy pisanie o muzyce z gier.

Także odpuszczam parę boosterów, jakąś figurkę czy jedną x-ną płyty czy photobooka, by dalej płacić na swój adres w internecie.

Może kiedyś, coś…

Hype i marazm?

Czy też odwrotnie. Wygrzebałem stary wpis, bo tych szkiców leży sporo i postanowiłem wypełnić pole treści. Z jednej strony jakoś ostatnio pisanie mi nie idzie, z drugiej jak tak siadłem, to czuję potrzebę rozruszania palców. Bo na Monster Hunterze pracują trochę inaczej.

Tak więc gdzieś po kolei. Monster Hunter najwięcej czasu mi zabiera. Świetnie się gra i pewno by się lepiej grało, gdyby tak poza koleżkotem można było pobiegać ze znajomymi. Niestety wielu z nich należy do rasy panów i muszą jeszcze czekać tak z pół roku. Do tego wyszło Into the Breach. Świetny roguelike, który już w pierwszej misji śmiał pokazać mi napis GAME OVER. Tak więc jak nie poluję na potwory, staram się zabijać kosmitów. Choć nie bronić ludzi przed nimi, czasem skutecznie odpychając od budynków.

Pomiędzy MHW i ItB siadam by trochę poukładać sobie sesję Dungeons & Dragons. Takie krążenie po lochach, bicie potworów i zbieranie skarbów. Jakoś czasem nie potrafię odmówić gdy mnie proszą. W szczególności teraz, gdy po Maratonie eRPeGowym mam wzmożone chęci. Tworzenie nie idzie zbyt wybitnie, pewno jak zwykle obudzę się z ręką w nocniku i nie będę w 100% zadowolony.

A reszta leży. Kompletny brak chęci. Tyle roboty, a tak mało czasu. Tylko jakby nie patrzeć tyle w sufit.

This are voyages…

Kolejna edycja eRPeGowego Maratonu za mną, czy też nami. Tym razem pokusiłem się o małą odmianę i postanowiłem poprowadzić jakieś scifi. Choć Star Trek Adventures może do końca czystym sience fiction nie jest, to chodziło głównie o odskocznie od fantasy lochów. Dla mnie i dla graczy.

Gdy zadeklaruję, że coś zrobię to w zwyczaju mam tego się trzymać. Chęci na prowadzenie z czasem malały a na koniec została mi tylko nadzieją, że nie będzie chętnych na granie. W końcu chętni się zjawili, oczywiście niewiele wiedzieli o uniwersum, co w sumie wiele nie przeszkadzało. Grunt, że byli otwarci na pomysły, dociekliwi i chętni do kombinowania.

Dawno jako mistrz gry się tak dobrze nie bawiłem. Zasługa graczy, tych co kombinowali dobrze i tych co starali się przekombinować. Gdy inżynier postanowił rozłożyć łazik (z założenia taki duży, mogący przewieść kilka osób, trochę dużego sprzętu), by ponownie złożyć go przeniesieniu części za most, przez który nie byłby wstanie przyjechać miałem łzy w oczach.

Z drugiej strony się mogę się mu nie dziwić. Ja w końcu wiem co będzie dalej. On stara się kombinować by do samego końca mieć potrzebny sprzęt. Niemniej jednak sesja zachęciła mnie by na kolejny maraton, pomyśleć nad kolejnymi przygodami tam gdzie nie dotarł żaden człowiek.

Choć, może raczej tam gdzie dotarł, bo na jakiejś stacji kosmicznej.

Lochy i Smoki #1(.5)

Rok temu już wspominałem o tym, że uwielbiam Dungeons & Dragons. Było to tak dawno, że musiałem szukać, ale w sumie ten stan się nie zmienił. Dalej chciałbym zagrać w piątą edycję, ale na razie zostaje mi mistrzowanie. Gorzej tylko, że pomysłów brak a przygotowywanie dungeon crawlingu zawsze zajmuje dużo czasu.

Tona tabelek, wyliczeń i wszystko idzie na marne jak człowiek nie poczyta dobrze umiejętności i statystyk potwora. Tak ostatnio stało się przy okazji walki z Golemem. Niby wysoki poziom wyzwania, gracze pewno mieli zginąć od razu. Było ich dwóch a to nawet dla czterech śmiałków miał być wielki problem. Owszem wyrzucałem same niskie liczby na kościach, golem bardzo często nie trafiał, a gracze tak. I z czasem ubili gada.

A po fakcie okazało się na czym cały problem z golemem miał polegać. Jakieś tam odporności na m.in niemagiczną broń. No nic, pokonali to punkty doświadczenia dostali, przygodę skończyli, tak jak zawsze w sposób całkiem inny niż mógłbym chcieć. Jakieś pół pomysłu na przyszłość się pojawiło i Dziwny Mag podróżuje z nimi. Albo oni za nim.

Na razie ważne jest to, że nadal czuję chęć prowadzenia. Mam takich graczy, którzy chcą i choć jest ich tylko dwóch, to lepiej mieć dwóch zawsze gotowych na durną sesję ze słabym mistrzem.

System seler…

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie myśl by swą konsolową kolekcję wzbogacić o Nintendo Switch. I jak na początku myśl ta pojawiała się głównie ze względu na świetne opinie o nowej Zeldzie, to teraz pojawiła się (w końcu) kolejna karta przetargowa – Mario Kart 8 Deluxe. Myśl myślą, a rzeczywistość nie jest taka piękna.

Po pierwsze, to jedna gra (no, powiedzmy że dwie). I jak dobrze kiedyś w Mario Kart 64 i jego klony mi się nie grywało, to dziś waham się nad wydaniem 1500 zł. Na swój sposób MK8 to dla mnie taki w połowie system seller. Z jednej strony czuję, że spędziłbym przy nim wiele godzin, że byłaby z tego tona zabawy z drugiej nie ciągnie mnie do niego aż tak, bym już szukał w sklepach Switcha.

Po drugie, mam w co grać. Playstation 4 przeżywa rozkwit. I mimo że Nier skończony, Nioh się splatynił, to każda z tych gier dostaje jakieś dodatki. I jak Nierowy wcale nie musi być tak długi, to ten Niohowy już tak. Do tego świeżo zacząłem Dragon Quest Heroes II, w okresie wakacyjnym pojawią się Final Fantasy XII The Zodiac Age oraz Valkyria Revolution, nie mówiąc już o tym że kusi mnie Persona 5 i Yakuza 0 a to gry nie krótkie a czas z gumy nie jest.

Po trzecie Nintendo 3DS (a teraz już nowa wersja 2DSa). Choć ten nie ma tony gier które do mnie przemawiają to czuję, że i tam bym znalazł coś dla siebie. Może w końcu bym sprawdził fenomen Fire Emblem, lub sprawdził Bravely Default i nabył Dragon Quest VII. W przypadku tego handhelda system sellera brak, ale cena o połowę mniejsza. No i problem ten sam jak ze Switchem. Mam inne przenośne zabawki i gry na nie, których nawet nie włączyłem.

Playstation Portable i Nintendo DS kupiłem dla jednej gry. Playstation 4 kupiłem dla remake’u Dead or Alive 5 ale z perspektywą ciekawych gier w przyszłości. I mimo, że mam jakiś sentyment do Ninny to jakoś nie mogę się przekonać do ich nowych zabawek.

 

Tyle roboty i w sumie nic nie widać

Zrobiłem kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. Jestem zadowolony z siebie. Mogłoby być znacznie lepiej, ale poszedłem na skróty. Zrobiłem widget do Wodpressa. Nikt go nie podziwia, nikt nie widzi włożonej weń pracy, ale to nie ma znaczenia.

Widget ma pokazywać dwie daty i to robi. I w sumie od strony patrzącego nie ma nic złego. Jest po staremu, prawie tak jak było kiedyś. Patrzysz na stronę OKFu i już wiesz kiedy banda nerdów się spotyka. Proste jak drut i nikomu niepotrzebne bo przecież jest facebook.

Ale dwa dni spędzone na tej zabawie to kilka godzin nauki wordpressa. Nie przybliża mnie to zbytnio do celu jaki lata temu sobie obrałem – zrobienie stylu od zera – ale ciut trzyma by całkiem nie wyjść z wprawy.

Tak naprawdę aby widget (czy też plugin) był idealny, muszę wymyślić jak w miarę moich możliwości zrobić go bardziej idioto odpornego. Zawsze istnieje możliwość złego wprowadzenia daty co skutkuje pokazaniem kompletnej głupoty na stronie głównej. To chyba największe wyzwanie bo może wymagać wiele nauki.

Ale chyba właśnie o to chodzi.

Aż szkoda biegać

Sposób w jaki 2B się porusza sprawia, że nie czasem zastanawiam się czy nie lepiej lekko wychylić gałkę i po prostu iść do przodu. To jak patrzenie na modelkę na wybiegu, tak trochę w zwolnionym tempie.

I tylko świadomość upływającego czasu, które człowiek nie ma zbyt wiele zmusza mnie do wciśnięcia R2 by przyśpieszyć. Niemniej jednak od czasu do czasu, by zaspokoić swe prymitywne ja pozwalam 2B pochodzić. Pięknie, z gracją.

Czorny Samuraj

Poprawność polityczna czasem sięga zenitu. Po skończeniu (chyba) – fabularnie – Nioha wędruję jako Czorny Samuraj. Zmieniłem wygląd na jedną z postaci którą spotyka się po drodze. Postać, która wywołała lekki uśmiech na mych ustach i delikatne zdziwienie.

Zdaję sobie sprawę, że Nioh czerpie z historii Japonii tyle ile mu się podoba, dorzucając to co uważa za słuszne. Fabuła jest prosta – jeden zły goniony jest przed dobrego. Zły dobremu coś zabrał a przy okazji całej pogonii ratujemy świat.

I mimo, że Nioh nie fabułą stoi to pojawienie się czarnoskórego samuraja, który mówi prawie perfekcyjnie po Japońsku wywołało u mnie specyficzną reakcję. Może twórcy bali się, że pewien serwis oceni grę źlę, bo brak tam czarnych – specjalnie nie podaję nazwy serwisu bo nie chcę robić reklamy.

Z drugiej strony, ów czarnoskóra postać nie przeszkadza. Bo co to, kolejny przeciwnik na drodze, którego należy pokonać. A czy on jest biały, zielony, różowy czy czarny jakie to ma znaczenie.

Chyba po prostu bije ze mnie ukryty rasista.