e-dziewczyny w e-bikini #12

Sam sobie się dziwię, że jeszcze w to klikam i czuję, że wpis nr 12, powstaje tylko pod pretekstem pokazania kolejnego obrazka Hitomi.

I pewno nie powinienem już pisać dalej, bo krótki wstęp i wyciągnięta na ziemi laska powinna wystarczyć, ale jest taka jedna rzecz która chodzi mi po głowie od bardzo dawna. W sumie przyszła do niej, gdy twórcy postanowili zrobić Christmas Event i dać możliwość wylosowania mikołajowego kostiumu – raczej mało kąpielowego.

I nie żebym miał coś przeciwko przebierankom, fetyszom i pobudzaniu wyobraźni. Może to jedna z tych rzeczy, które przyciągają mnie do Dead or Alive – nie tylko tych extreme, tylko jakoś chciałbym (życzenia, marzenia) by nie zmuszać kobitek do biegania w futrze po plaży.

Tak samo syrenowy strój, w wersji SR (super rare, bo szczęścia na SSR mi brakuje widnieje jako obrazek wpisu) ma wiele wizualnych zalet, ale czy w tym da się grać w siatkówkę. Wiadomo tło – plaża, basen – siatkówka to tylko dodatki do tego by popatrzeć na Hitomi.

Choć ja już sam nie wiem, czy tylko nie klikam w opcje i na nic tam nie patrzę.

e-dziewczyny w e-bikini #10

Dead or Alive Xtreme Venus Vacation ujrzało światło dzienne. Wiele wskazywało na to, że nawet go nie uruchomię. Ale coś tam poszło. Ba, nawet trochę czasu zeszło na klikanie.

Pierwsze wrażenia są takie, że wydawanie tysiąca złotych na kartę graficzną dla tej gry jest kompletnie bez sensu. W sumie to nie wiem czego się spodziewałem. Ot zwykła gra przeglądarkowa opierająca się na klikaniu. Wszystko sprowadza się do zdobywania jakiś zasobów, które można wydać na polepszanie statystyk, które wypływają na matematykę podczas oglądania rozgrywki.

Cała moc obliczeniowa karty graficznej idzie na postaci. Myślę, że z dobrą kartą graficzną modele mogą być prześliczne. Choć już teraz, nawet po zbiciu opcji graficznych w dół, wyglądają całkiem zgrabnie.

Nie da się ukryć, mniej tutaj grania niż w Dead or Alive Xtreme 3. Venus Vacations to gra przeglądarkowa pełną gębą. Wybieranie opcji, oglądanie animacji. Aż przypomniała mi starą grę fantasy Gancośtam, w której wysyłało się gościa w różne miejsca by tam szukał, zbierał i przynosił. Oczywiście musiało to zajmować trochę czasu, by człowiek nie mógł zbyt dużo osiągnąć ot tak. Podczas podróży pojawiała się animacja jak gość idzie przed siebie. I tak naście minut. Nie trzeba było tego oglądać, ale zapadła mi w pamięć bo była ochydna.

Przeglądarkowe Dead or Alive ratuje stylistyka którą kocham. Fakt, nie działa na moim sprzęcie (nr 2) idealnie.  Niemniej cieszę się, że mogłem spróbować i zobaczyć na czym to wszystko polega. Dzięki temu wiem, że zakup karty graficznej mogę odstawić na czasy, gdy ceny takowych zejdą do jakiegoś sensownego poziomu.

Dużo nie rozumiem, ale intuicyjnie klikam co trzeba. Na razie się bawię, ale w sensie tego że coś robię a nie że czerpię z tego wiele radości. Wiem jak wygląda model free to play. Po czasie zagranie meczu zacznie kosztować więcej punktów FP, a ja będę ich miał coraz mniej.  Wiadomo, grać za darmo można, ale niedużo. Chcesz więcej, podaj numer karty kredytowej.

Dopóki nie jest to gra pay to win, ograniczenie czasu gry mi nie przeszkadza. Godzinka dziennie, lub nawet mniej to wszystko czego potrzebuje. Z czasem odblokuje filmiki, a może po prostu dam sobie spokój.

Chciałbym by twórcy zarabiając na Dead or Alive Xtreme Venus Vacation powoli coś tworzyli na boku. Coś dużego, ciekawego i zajmującego. Oby nadal była to gra dla prymitywów i prostaków, ale bardziej zajmująca i mniej męcząca niż Dead or Alive Xtreme 3.

Ale wiadomo, to nie koncert życzeń.