20 lat wcześniej

Gdybym wiedział, że to dziś przygotowałbym jakiś długi wywód (byłby tak czy siak bez sensu). Czuję się zaskoczony, ale ponieważ wychodzi na to że to właśnie 20 czerwca przypada okrągła rocznica, wypada mi napisać kilka słów o najważniejszej grze mojego życia, czyli Final Fantasy Tactics.

Jak byłem jeszcze mały, choć raczej wzwyż niż w szerz, zobaczyłem w gazecie cudowną grę, ze świetną grafiką – nie taką 3d która po latach się starzeje. Mogłem się tylko ślinić do obrazków i liczyć, że kiedyś będzie dane w nią mi zagrać. Kilka lat minęło aż siadłem do japońskiej kopii FFT, u kumpla. 10 minut magicznej gry, w której – wtedy – nie wiedziałem co robię, o co chodzi i że w życiu tyle mi czasu zje.

Magia trwała później przez lata. Grałem w wersję angielską na zmianę z japońską. Odkładałem by za sporą kasę – wtedy, w czasie nie najlepszym dla rodziny – kupić sobie oryginała amerykańskiego (w europie gra nigdy nie wyszła). Gdy pojawiła się informacja że remaster wychodzi na psp, byłem szczęśliwy że znalazłem pracę i mogę pograć bez kombinowania, emulacji i cudów. Teraz jak mam vitę, której w sumie nie używam zbyt często Final Fantasy Tactics leży i czeka bym mógł w niego zagrać. I chyba tak dziś zrobię, od zera, czytając, wczuwając się, próbując przeżyć od nowa choćby odrobinę magii.

 

Czuję że to gra która mnie gdzieś tam wychowała, dużo w głowie pozmieniała choć nie potrafię tego określić i pewno nie jedyna w tym okresie. Dała motywację do czytania angielskich tekstów, przez co dziś jakoś angielski znośnie umiem (a polskiego nadal nie). Lata, które przy niej spędziłem były często tymi najlepszymi i chyba mało która gra po niej tak bardzo bawiła.

Także właśnie 20 lat temu, 20 czerwca majstesztyk Yasumiego Mitsuno z muzyką Hitoshiego Sakimoto i Masaharu Iwaty, oraz z pięknymi kreacjami Akihiko Yoshidy ujrzał światło dzienne. Jestem im za wszystko dozgonnie wdzięczny.

 

20 lat wcześniej