Lista życzeń

Gdy po raz kolejny na jednym ze sklepów dodałem sobie coś do wishlisty, doszedłem do wniosku, że ta cała lista to wielka głupota. Gdzie nie popatrzę to takowa się nie zmniejsza, a nawet często jest tak, że z niej nie korzystam, lub korzystam rzadko.

Zwykle sprawa wygląda tak samo. Lista życzeń to taka kupka rzeczy, które bym chciał, ale aktualnie mnie nie stać. Gdy przychodzi czas, że mogę na coś kasę wydać, to zwykle dokładnie w tym samym momencie coś wychodzi. Tak więc nie sięgam po staroć, tylko po nowość.

Przy okazji gdy kupuję, widzę coś innego co bym mógł chcieć. A że dziś, sklepy internetowe stworzone są tak by analizować co kupujemy, przeglądamy i gdzie klikamy, to wchodząc na stronę główną wiedzą co nam podetknąć pod nos.

I tak sobie myślę – fajne, może kiedyś kupię – i dodaję do listy życzeń. Leży, kurzy się. Bywa też tak, że z czasem znika kompletnie ze sklepu, czy też pojawia się taki nieładny napis Out of Print.

Wtedy człowiek dochodzi do wniosku, że mógł kupić stare zamiast kupować to nowe. Ale jakoś nigdy nie uczy się na błędach. Czasem czuję się jak trener pokemonów, który zbiera także znaczki oraz monety i także chce je mieć wszystkie.

Tylko mało co do pokeballa wsadzę.