Proxowa ewolucja

Moje podejście do proxów (czyli zastępników oryginalnych kart, figurek etc.) mocno ewoluuje. Nigdy nie byłem ich zwolennikiem, ale czasem sam ich używam. Karty w drodze, trudno dostępne. Przesyłka kosztuje i jednej karty nie warto zamawiać. Z drugiej strony jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Albo chociaż powinno się.

Dawno, dawno temu

Jak zaczynałem zabawę w MtG to grałem tym co miałem. Nawet nie pomyślałem żeby coś drukować i udawać że “mam kartę”. Piękne czasy kiedy myślałem, że kolekcjonerski aspekt MtG jest rewelacyjny. Czas kiedy w madżiku się zakochałem. I dziś wiem, że było to zauroczenie, które zepsół internet i gracze (aka trejdeży).

Po co zbierać, otwierać i liczyć że wpadnie coś fajnego do talii/kolekcji, jak wszystko można kupić. Z reguły wychodzi taniej niż próba szukania pojedynczych kart. Cały jeden dodatek to zwykle koszt podobny do booster boxa. A jak nietrudno zauważyć, kart rzadkich (MR/R) jest w zestawie więcej niż boosterów w boxie.

Nie wiesz czy to gra dla Ciebie

„Drukuj wszystko jak leci”. Tak powiedziałem kiedyś kumplowi. Co prawda na dzień dzisiejszy ilość proxów w jego talii równa się zero, to pomysł o drukowaniu czego się da, z perspektywy czasu był… w miarę dobry.

Nie da się ukryć, Magic the Gathering to gra droga, nie na polskie warunki (czy też, rzadko kiedy). Jak tu wytłumaczyć nastolatkowi, że ma wydać jakieś 500+ złotych na dobrą talię i wcale nią świata nie zwojuję. Jasne, niektórych stać, ale to wyjątki, albo ludzie którzy poza MtG świat nie widzą (i nie mówię że to źle).

Tak więc kiedy ludzie już w MtG grać nie chcieli a jeden z nich właśnie się zafascynował, pokazałem mu EDH. Dałem pograć starterem i powiedziałem „złóż własne, choćby w pełni sproxowane; przetestuj karty i z czasem kup co potrzebujesz”. Jest to jakaś metoda.

Papierki czy karty, jeden czort!

Sam gdy dziś proxóję, to mam jedną zasadę. Jeżeli karta którą zmieniam papierkiem jest droga, zbyt droga w stosunku do jej przydatności i pałer lewelu, nie proxuję. Bo i tak nie kupię.

Dziś jak widzę w pełni sproxowaną talię, to reaguję alerginiecznie. Może nie powinienem. Może ten jeden raz szukałem kogoś do grania, a teraz już tego nie robię, bo mam z kim grać. Patrzę na to z innej perspektywy. Sam posiadam jeszcze jakieś proxy (przed pisaniem tego tekstu je wycinałem), ale następny deck planuję złożyć bez nich. Chciałbym by wszyscy grali tym co mają.

Przysięga Zen

Popatrzyłem na nowe karty wymyślone przez Wizards of the Coast. Zawiodłem się. Przeczytałem artykuł tłumaczący jak postawał znaczek bezkolorowej many. Nie przekonali mnie. Tak więc postanowiłem wyrazić swoją opinię o nadchodzącym Oath of the Gatewatch.

Jedna mała deklaracja wstępna. Nie gram standardu, a limited grywam bardzo rzadko. Karty, które zobaczyłem oceniam z perspektywy moich talii do EDH, oraz sensu użyteczności gdziekolwiek. Nie jestem ekspertem, więc cokolwiek napiszę, to tylko moje amatorskie zdanie.

Colorless shit

Artykuł mówiący o bezkolorowej manie to taki marketingowy tekst, który ma na celu przekonać nas, że to co nam chcą sprzedać jest super! Że kasa, którą wydamy nie pójdzie na marne i będziemy się super bawić. I jak w sumie jestem przekonany że grając w MtG super się będziemy bawić, to jakoś nie kupuję tekstu o sensowności bezkolorowej many. Wmawianie, że kiedyś trzeba było pokazać różnicę pomiędzy bezkolorową i ogólną maną, a ponoć pokazanie tego na przykładzie eldrazich i całej tej pustki to podkreślenie także czym eldrazi są, mnie nie przekonuje. No i co teraz.

Możemy przedrukować tonę lądów, by zmienić 1 na romb. Super mniej roboty dla R&D! Zaoszczędzimy!

O! tak ja to odbieram. Nie wiem, może za bardzo się nastawiłem na to źle. Możę w praniu wyjdzie, że to nawet fajne i nie ma na co narzekać. Ale mnie się to nie widzi i mam nadzieję że na OGW się skończy ta głupia zabawa w szósty “kolor” many.

3/3 white Angel creature token with flying

Tak, tak. To jest bardzo durne. Pewno nikt z tym problemu nie ma, tylko ja. Lubię tokeny dodawane do boosterów. Uważam że to sensowne się nimi posługiwać, a te dwustronne, wymyślone na potrzeby Commandera to już szczyt geniuszu. Ale jak widzę że z Angel 4/4 with flying robią wersję mniejszą to zaczynam się zastanawiać po co? Ok, to jedna karta, nie widzę dla niej użytku u siebie, ale tak czy siak jakoś mnie to wkurzyło (no przesadzam trochę). Uważam że zielony wilk zawsze powienen zostać 2/2, bestia 3/3, anioł 4/4 itp. itd. Czasem zmiany rozumiem, ale jeżeli tylko zmieniają się statystyki to jest… głupie. Tak wiem, głupie, jak moje argumenty.

Przysięgam że jak kumple wpadną to…

Jak zobaczyłem pierwszego Oath of… to wiedziałem że będzie ich więcej. Ktoś się nimi cieszył, ale dla mnie te karty są strasznie mało użyteczne. Widziałem w standardzie talie które miały kilka planeswalkerów, ale chyba nigdy nie widziałem ich wszystkich na raz na stole. Sądzę, że te przysięgi to taki zapychacz boosterów. Ktoś fabularnie pomyślał że to będzie spoko i wsadził do zestawu.

Jakieś dobre słowo by się przydało

Magic to Magic. On chyba zawsze będzie fajny, bo nawet najgorsze zmiany nie są wstanie zepsuć zabawy z gry jaką Magic dostarcza. To co mi w zestawie się podoba, to nowe dwukolorowe, lądy uncommonowe. Do EDH będą jak znalazł. Nowe man-landy. General Tazri, jest tani (w piniondzach) a pozwala stworzyć pięciokolorową talię do EDH. Oraz większość wielekolorowych kart.

Oh! Oh! Oh! It’s magic!