Przygoda z 2B

Nier Automata ukończone. Wszystkie 26 zakończeń. Platyna zrobiona a save’y skasowane – taki wymóg. I co teraz? I w sumie to nie problem gry, bo można siąść i grać od nowa. Save’y skopiowałem przed końcem i mogę wrócić uzupełnić wszystko co się da do 100%. Ale pytania które stawia przed każdym graczem twór Yoko Taro zostaną nierozwiązane.

Generalnie można by próbować zacząć filozoficzną dyskusję na temat fabuły, bo Taro nie myśli dawać jasnych odpowiedzi. Stara się dać powody do myślenia. Ale jako że mam prosty umysł nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić. W zbyt wielkim stopniu. Chcę napisać co w tej grze jest takie fajne. W całkowicie losowej kolejności. Może trochę przydługo.

Pascal. Przecudna postać. Jest on dla mnie kwintesencja tych całych rozważań o walce z robotami. Aha, jak musisz to trudno, tak zrób. Z nim wiąże się także dużo smutnych wspomnień. Śmierć (wszechobecna w grze), kasowanie pamięci. Chyba zbyt dużo. Mocno wzrusza i co bardziej wrażliwi uronią łezkę – także i mi się zdarzyło. Postać Pascala jasno tłumaczy że wypada oceniać jednostki a nie traktować wszystkich z góry bo mają podobne śrubki i blachy.

Emil. Jest zabawny i radosny. Spotkanie z nim to lekkie odbicie się od poważnego i czasem dołującego klimatu gry. Do tego muzyka, która gra gdy on jest w pobliżu. Marszowa nuta, pełna radości, optymizmu i przez niedoskonały wokal Emila wywołuje uśmiech na ustach. I tutaj nie tylko chodzi o utwór, ale to jak jest zrobiony. Przy okazji gdy pierwszy raz pojawił się mi na mapie, kilka razy zaglądałem przez okno co to się dzieje w rzeczywistym świecie. Sposób w jaki przemieszcza się dźwięk razem z nim jest genialny.

2B. Zawsze wolałbym grać kobiecymi postaciami. Jakoś nie po drodze mi z mięśniakami, którzy biją wszystko i wszędzie. Nie ma potrzeby identyfikacji z postacią, lecz cenię sobie wrażenie wizualne. Tak więc wolę oglądać przez 60 godzin gry kobietę, niż chłopa.

Do tego design 2B, jest świetny. Fikuśna kiecka (niekoniecznie zakrywająca majtki), szpilki, pończochy, wycięcie na plecach, piersi w sam raz. Prosta filozofia Yoko Taro (w skrócie lubi dziewczyny), o której może innym razem. Na swój sposób szkoda, że część gry w której kieruje się 2B minęła tak szybko, ale nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, więc jakoś tak wyszło. Wrócę kiedyś by więcej sobie nią pobiegać.

Świat przedstawiony. Zawsze lubiłem apokaliptyczne wizje świata, lecz zwykle brakowało mi w nich kolorów. Tutaj świat jest po prostu zniszczony, przez długą walkę z najeźdźcą. Budynki stoją, są opustoszałe, podniszczone. Maszyny zaczęły imitować ludzi, więc używają parku rozrywki… prawie jak ludzie. Wioska Pascala przypomina wioskę ewoków (z 6 epizodu Gwiezdnych Wojen). Budowle na drzewach, zjeżdżalnia dla (robo)dzieci. Dużo tu zieleni i to mi bardzo pasuje.

Animacja. Pod kątem technicznym można by grze dużo zarzucić. PS4 to nie jest super sprzęt z ogromnymi możliwościami i żeby zachować płynność gry, należało gdzieś się ograniczyć. Po pierwsze responsywność postaci na sterowanie. Nie czuć tutaj laga, jakichś bezwładności postaci. Ot wychylamy gałkę, naciskami przycisk i się dzieje. Tak to powinno działać w grze akcji.

Do tego zwinne ruchy 2B (A2 też). Granie tak poruszającą się kobietą daje wiele (prymitywnej) przyjemności. Nie wiem kto robił motion capture, ale jeżeli takowego nie było, to czapki z głów przed Platinium Games.

Muzyka. Pamiętam, że przy okazji prequela, ludzie piali z zachwytu. Jakoś tego nie rozumiałem, ale właśnie na tym polega muzyka funkcyjna. Gdy zaczynamy ją kojarzyć z grą odbieramy ją całkiem inaczej. W przypadku Automaty wiele recenzji jako zaletę wymienia muzykę – co nie zdarza się zbyt często. I nie dziwi mnie to, bo tutaj muzyka rzadko jest takim sobie zwykłym tłem.

Każdy utwór ma kilka wersji, które możemy sobie odpalić w szafie grającej. Dzięki świetnym aranżacjom, w tejże szafie możemy sobie włączyć dowolną wersję, a gdy ta przygrywa, możemy zmieniać tempo, włączyć/wyłączyć wokal czy też zmienić na wersję 8-bitową. Wszystko płynnie, bez przerw czy ciszy. Soundtrack i tak kupiłem. Dla wygody puszczania.

Mechanika. Bardzo krótko, ale muszę. Platinium Games to mistrzowie gier akcji i po prostu cudownie się ciacha…

Do tego jak 2B się porusza…

Fabuła. Zostawiłem sobie na koniec. W każdym RPGu to ważna rzecz, ale tutaj mam takie uczucie jak przy czytaniu Murakamiego. Pierwsze przejście gry to poznanie historii z perspektywy 2B. Ot walka z maszynami. Tak została stworzona i taką ma misję. Odzyskać ziemię dla ludzi. Nie stara się za bardzo myśleć, analizować tylko wykonuje polecenia. Prawie jak dobry żołnierz. Gdzieś tam coś lekko pęka – za sprawą gracza – i tu pojawia się druga strona medalu. Nasila się ona podczas przechodzenia tej samej historii z perspektywy 9S, a rozwija przy trzecim przejściu gry.

Pozornie prosta rzecz. Ot ten dobry walczy z tymi złymi. Nikt nie każe się wgłębiać w świat, w fabułę. Można iść i wesoło, przyjemnie ciachać wszystko co wyskoczy przed nami. Nie czytać tych dodatkowych tekstów, nie oglądać tych dodatkowych filmików. Niby wiele się nie straci. Ale można się zanurzyć w głębi, która tam gdzieś się kryje i wspominać przygody androidów przez lata.

Każdy Nier Automata może odebrać jak mu się podoba. Świetna gra akcji z fabułą, która może dać do myślenia tym którzy chcą się zagłębić. Jeżeli nie ma się jakiś ekstremalnie głupich urazów do japońszczyzny (laska z wielkim mieczem, co za głupota) to nie wypada omijać.

Ja tego nie zrobiłem, ale w sumie przez Platinium Games.

Aż szkoda biegać

Sposób w jaki 2B się porusza sprawia, że nie czasem zastanawiam się czy nie lepiej lekko wychylić gałkę i po prostu iść do przodu. To jak patrzenie na modelkę na wybiegu, tak trochę w zwolnionym tempie.

I tylko świadomość upływającego czasu, które człowiek nie ma zbyt wiele zmusza mnie do wciśnięcia R2 by przyśpieszyć. Niemniej jednak od czasu do czasu, by zaspokoić swe prymitywne ja pozwalam 2B pochodzić. Pięknie, z gracją.

Nier jak Gigi

Nier:Automata zakupiony. Nie załapałem się już na limitowaną edycję, choć w sumie to może i lepiej. Teraz mam jakieś 12 dni na skończenie Nioha. I mogę zacząć bawić się w Gigiego. Chyba, że coś pozmieniają w zachodnim wydaniu gry.

Gigi to anime które w połowie lat 90 XX wieku dało się oglądać w telewizji. Wtedy nikt nie wiedział co to anime i w sumie traktował Japoński serial animowany z włoskim dubbingiem oraz polskim lektorem jako kolejną bajkę dla dzieci. Kluczową rzeczą w całym serialu była obsesja głównego bohatera na punkcie majteczek (białych). Gigi – w oryginale Kappei, ale kto wtedy myślał że ktoś może imię zmienić – biegał po szkole i podpatrywał dziewczęta. Ślinił się na widok majtek. No oczywiście był świetnym sportowcem, ale to bez znaczenia.

Tak więc Gigi gdyby istniał, byłby wniebowzięty grając w nowego Nier’a. 2B, jakkolwiek filozoficznie może brzmieć imię głównej bohaterki, ma to co Gigi lubi najbardziej. Krótką spódniczkę, oraz białe majteczki. Do tego jest zwinna, gibka i walcząc o przetrwanie nie zastanawia się czy czasem nie zaświeci (nie gołym) tyłkiem. 17 letni Gigi dostałby ślinotoku grając – a może by i krew z nosa pociekła. Dla Gigiego zdobycie trofeum polegającego na 10 krotnym zajrzeniu pod spódniczkę nie byłoby problemem. Byłoby to pierwsze zdobyte trofeum w grze, bo dla Gigiego patrzenie pod spódniczkę to chleb powszedni. Tylko, że Gigi nie istnieje a trofeum tak.

Mam takie wrażenie, że majtki w Nierze stały się problemem i tematem dyskusji ważniejszym niż to czy nowa gra Platinium Games jest po prostu dobra. Yoko Taro (twórca gry), zagląda codziennie w internet i się śmieje.

Cytując starego tweeta (tłum. DualShockers)

“About 2B’s butt uproar, a lot of bold pictures have been uploaded. Since it’s troublesome to gather them all, I’d like you to zip them and deliver them weekly.”

można dojść do wniosku, że Taro podjudza tylko do dyskusji, kierując się zasadą nieważne co mówią, ważne by mówili.

Ja coraz bardziej czuję się kupiony. Jak pisałem wcześniej – przez demo – gra mi się spodobała, a im więcej białych majteczek widzę, tym coraz bardziej czuję się zachęcony do zabawy.

Z majtkami będzie jak z fizyką biustu w Dead or Alive 5 – skupiając się na grze, przestaniemy je dostrzegać.

PS. Obrazek w nagłówku ukradziony od Nasu Cosplay’s