Aether Revolt nadciąga

Nie piszę dużo o MtG bo się nie znam, ale raz na kwartał jadę do Katowic by pomachać kartonikami przy okazji turnieju przedpremierowego. Wybieram ten bez spiny, bo należę do graczy którzy się chcą bawić a nie osiągnąć cuda.

Pisząc te słowa mam pewne déjà vu. Bo w sumie moje magicowe przygody toczą się od prereleasu do prereleasu – z małymi draftowymi wyskokami. Tak więc, przed takowym zaczyna się moje karciane życie.

I tu naszła mnie taka refleksja. Wszyscy gracze, a w szczególności fanatycy i handlarze ślinią się na prezentację nowych kart, wszędzie pada hasło spoiler i jak w przypadku innych sztuk (artystycznych) spoilery są nie wskazane to tutaj, każdy chce zobaczyć co Wizards of the Coast stworzyło. Twórcy i tak na dwa tygodnie przed premierą oficjalnie pokazują wszystkie karty i zanim je dostaniem do rąk to widzimy czego możemy się spodziewać, więc co to za spoiler. To raczej preview. Zapowiedź dawkowana w kawałkach, czy też budowanie hype’u. Nie spoiler.

Gdyby przyszedł taki dzień, że ktoś by pomyślał aby turniej przedpremierowy robiony był bez pokazywania wcześniej jakichkolwiek kart, to każdy wyciek -grafika, fragment tekstu, kawałek ramki – byłby spoilerem. Zresztą czy to nie byłoby o wiele ciekawsze doświadczenie? Człowiek siada do 6 paczek i musi każdą kartę przeczytać, zrozumieć nowe mechaniki, poszukać synergii. Tak to w sieci jeszcze przed przedpremierą pojawiają się podsumowania, poradniki i cenniki. Jak grać, które karty są dobre i co składać, oraz na czym można zarobić (o zgrozo!).

Internet to zło, tak wiele rzeczy przez niego traci urok. W sumie to ciekawe jak wyglądały turnieje Magic the Gathering, zanim na świecie zapanował powszechny dostęp do informacji.

Magicowe prereleasy

Magicowe turnieje przedpremierowe od zawsze stawiały na czerpanie radości z gry. Bywa, że ktoś wymyśli jakieś konkretne solidne nagrody na takowy turniej, a ludzie którzy przyjdą je wygrać są największą szkodą dla całego spotkania.

Jak dla mnie pre to możliwość zdobycia nowych kart. Zresztą dlatego zawsze lubiłem turnieje limited. Płacę więcej, ale nie wychodzę z pustymi rękoma. Wpisowe nie musi się mi zwrócić, nie muszę dostać samych drogich kart by być zadowolonym – bo ja nimi nie handluję.

Dlatego także często wybieram taki turniej prereleasowy gdzie do wygrania jest tylko dobra zabawa. Lubię grać limited, bo tutaj liczą się umiejętności. No i szczęście w przypadku wariantu sealed. Nie zastanawiam się czy moja budżetowa talia wygra z kimkolwiek.

Zresztą im więcej prereleasów zagrałem, tym coraz mniej zacząłem się przejmować tym czy cokolwiek ugram i co ważniejsze coraz lepiej mi idzie.

Dlatego wszystkim tym, którzy idą jutro na pre Eldritch Moon życzę przede wszystkim dobrej zabawy (a i niech wyciągną takie karty jakie potrzebują do swoich talii EDH/T2). I jak najmniej eldrazich.