Muzyka ery zodiaków

Jestem przeciwnikiem HD Remakeów, ale czasem przyjdzie taka gra, z której odświeżenia się cieszę. W przypadku Final Fantasy XII Zodiac Age bardziej się cieszę ze ścieżki dźwiękowej i dziś parę słów o tym jakie to głupie i dlaczego trzeba kupić było. Tak jest, już kupiona mimo że wychodzi w połowie lipca.

Final Fantasy XII Original Sountrack, ten z 2006 roku, był pierwszym albumem jaki sprowadziłem z Japonii. Precyzyjniej ujmując – pierwszy japoński album, który kupiłem za granicą. Wcześniej było parę ścieżek dźwiękowych z gier, wydanych w europie i sprzedawanych w Polsce. Na dodatek FFXIIOST kupiłem z chińskiego sklepu, na szczęście takiego, który handluje oryginałami.

Lecz pomińmy długą genezę zakupu soundtracku z Final Fantasy XII, bo to nie teraz jest najważniejsze. Kluczową rolę pełni tutaj Hitoshiego Sakimoto, mój ulubionego kompozytor – autor dźwięków przygrywających w Ivalice (w sumie każdej gry, osadzonej w tym świecie, także Final Fantasy XII). Kompozycje Sakimoto są bardzo rozbudowane i przez ograniczenia sprzętowe Playstation 2 trzeba było czasem je przycinać. Wsłuchując się w materiał zawarty na soundtracku i porównując go z muzyką w grze, tylko głuchy nie wychwyci różnic. Audiofile będą w obu przypadkach skręcać się z bólu, bo to orkiestra samplowana. I mógłbym bronić, że na tym polega pewna oryginalność i styl Sakimoto i pisać inne głupoty, ale nie zamierzam nikogo przekonywać.

Na przeciw oczekiwaniom wszystkich tych muzycznych purystów (słuchających muzyki z mp3ej) wychodzi Square Enix odświeżając ścieżkę dźwiękową do remake’u Final Fantasy XII. Czasy się zmieniają i to co kiedyś było niemożliwe, a także bardzo nieopłacalne dziś staje się standardem.

Kompozycje Hitoshiego Sakimoto zagrane zostaną przez orkiestrę – taką z krwi i kości. A Square Enix wiedząc jaką popularnością cieszą się ich soundtracki nie zmarnuje okazji i wyda Final Fantasy XII Zodiac Age Original Soundtrack w formie Bluray Audio – stało się to już taką tradycją.

Główną zaletą BRA jest  możliwość uzyskania lepszej jakości dźwięku (24bit/96kHz) niż na płycie CD, jednocześnie mogąc zamknąć się w jednej płycie – nośniku. Moje ucho i tak nie wychwyci różnicy, ale jako wielki fanboy Hitoshiego Sakimoto (i poniekąd FFXII/Ivalice/Matsuno) i tak muszę kupić (co już zrobiłem). Fajną opcją BRA jest także towarzyszące muzyce wideo. Każdy utwór ma swoje obrazki, które ilustrują gdzie odtwarzany utwór znajduje się grze.

Świetna okładka edycji limitowanej. Zwykła, to absolutna pomyłka…

Jest także jedna duża wada takiego wydania. Osobiście by puścić muzykę jako tło – obrazu z reguły nie potrzebuję – muszę trochę kabli przepiąć. A bez obrazu nie da się po płycie nawigować. Chyba że na chybił – trafił, lub po prostu puścimy całą od początku do końca (najbardziej sensowne rozwiązanie). Sam korzystam z PS3/4 i nie mam pojęcia jak sprawa się ma w przypadku stacjonarnych odtwarzaczy Blu-ray. Do tego sądzę, że tego typu sprzęt nie jest aż tak popularny.

I mimo pewnych utrudnień mnie takie wydanie pasuje. Zdaje sobie sprawę że przez dziwny nośnik grono odbiorców się zmniejsza. Nawet jeżeli na płycie dodają pełen komplet mp3ek.

Uszy mam dobre, ale daleko mi do audiofila i to zwykle z tej drugiej opcji korzystam. A od czasu do czasu można trochę się pobawić i puścić BRA.

Muzyka ery zodiaków