Czas zodiaków #1

Lata temu, przy okazji japońskiej premiery Final Fantasy XII w internecie pojawiały się narzekania odnośnie gry. Wtedy też ktoś w jednej z polskich gazet stwierdził, że Ci co grają nie mają czasu pisać w necie, bo ich gra wciągnęła. Tak więc, po jakiś 40 dniach od premiery Final Fantasy XII The Zodiac Age w końcu mogę siąść i ponarzekać. Gra jest bardzo dobra, ale pozachwycam się nią innym razem, pewno w dużo krótszym poście.

Jedyna rzecz która mnie wkurza to losowość. Lata temu, gry były inne. Jest to remaster japońskiego RPGa, więc wielu rzeczy mogłem się spodziewać. Niestety człowiek ma mniej wolnego czasu, a i ilość hobby się powiększyła. Dziś chciałby walczyć z przeciwnikiem i widzieć, że coś robi źle, niż walczyć z brakiem fuksa.

Parę razy chodziłem tam i z powrotem by skrzynka się pojawiła. Skrzynka skrywająca przedmiot, czy umiejętność którą potrzebowałem. Fajnie że skrzynki z Addle i Witherem mają jakieś 20%-40% na pojawienie się. A jak już się pojawiają to dostajemy w nich to, czego szukamy.

Ale są takie przedmioty, które chciałbym mieć. Niestety gdy czytam, że na pojawienie się skrzynki mam 1% szans, to sobie odpuszczam. I może to nie jedyny sposób by zdobyć Zodiac Speara w tej grze, ale jakoś się nie garnę by chodzić tam i z powrotem przez pół dnia – na razie. Kiedyś była to najlepszą broń w całej grze. Wtedy też wielką głupotą było jej zdobycie, bo wypadało nie otworzyć kilku skrzynek by ta znajdująca się w Nabudis zawierała Zodiac Spear. Była to ciut inna wersja FFXII.

W tej, której The Zodiac Age jest remasterem, czyli International Zodiac Job System, można znaleźć kilka lepszych, niewidzialnych przedmiotów. By je dostać, trzeba mieć naprawdę wielkiego fuksa. Szanse, że się na nie trafi wypadają grubo poniżej 1% – zarówno szansa na pojawienie się skrzynki, jak i to że w tej skrzynce znajdziemy przedmiot który byśmy chcieli.

I tak, jest taki super łuk o nazwie tak dziwnej że spamiętać nie mogę. Łuk jest niewidzialny, więc wpakowano go do niewidzialnej skrzynki w miejscu, w którym człowiek przewinie się raz, może dwa. Dodatkowo nawet może tam nie przebiec, bo w sumie nic tam nie ma. Nie znam dokładnie szans procentowych na pojawienie się niewidzialnej skrzynki i trafienie w niej łuku, ale szansa by ot tak go dostać, przypadkiem, graniczy z cudem. Oczywiście ludzie znaleźli na to sposób, tak śmieszny i dziwny, że tylko grzebiąc w plikach/mając znajomości u twórców można na niego wpaść.

Dodam, że ów łuk zebrałem. Działając dokładnie tak, jak pan z youtube’a mówił. Co prawda zadziałał sposób drugi, czy tam trzeci, bo odliczanie 20 sekund było mało efektywne. Do tego wziąłem super tarczę. Jak?

Zabij bossa. Weź skrzynkę z Excaliburem. Wyjdź, wróć. Jak gra zapiszę auto-save’a, wyłącz grę. Włącz, wczytaj auto-save. Wchodź, wychodź z pomieszczenia, aż pojawi się skrzynka. Gdy się pojawi, nie otwieraj. Uderz się sam 10 razy, nie mając żadnej broni ani tarczy w rękach. Przy 9 powinno pojawić się 4 ciosowe kombo, jeśli tak było to – otwórz skrzynkę, dostaniesz pierdołę, chyba Meteorite. Wyjdź z pomieszczenia, wejdź. Będzie skrzynka, otwórz i… tadam! Gendarme. Tego nie wymyśli normalny człowiek.

I to jedyna rzecz na jaką mogę w tej grze narzekać. Głupie, długie, w sumie często niepotrzebne kombinowanie. Bo przecież grę można przejść i olać zdobywanie platyny.

Ale chcę ją zrobić…

Era Zodiaków

Lat temu 10, Square Enix pozwoliło/poprosiło Yasumiego Matsuno by ten zrobił kolejną odsłonę Final Fantasty – dwunastą. Famitsu dało perfect score, później ogłosiło, że to gra roku 2006 a z czasem pojawiło się w europie.

Ponieważ biorąc Matsuno w pakiecie dostaje się Akihiko Yoshidę, oraz Hitoshiego Sakimoto to mój pierwszy kontakt z tym tytułem odbył się przez głośniki wieży hi-fi. Zresztą Final Fantasy XII Original Soundtrack to pierwsza ścieżka dźwiękowa, taka japońska, na którą udało mi się wysupłać złocisze by ją kupić. Trochę było wtedy kombinowania, ale to dzięki pewnemu Waldemarowi, limitowana edycja ścieżki dźwiękowe spoczęła na mojej półce – za co mu jestem dozgonnie wdzięczny. Nie będę ukrywał, trochę czasu zajęło mi przekonanie się do genialności tych czterech płyt, ale dzięki temu mam także nauczkę, że muzyka z gier prawie zawsze odbierana jest inaczej przed i po kontakcie z grą.

Później przyszła pora na włożenie płyty do PS2. Zawsze byłem przekonany, że Yasumi Matsuno to geniusz. Kocham jego Final Fantasy Tactics, kocham Vagrant Story (i później także  bardzo, bardzo polubiłem Tactics Ogre), dlatego też Final Fantasy XII zamówiłem przedpremierowo – a wtedy jeszcze nie pracowałem. Gdy już do mnie dotarła, grałem jakieś 10 godzin. Wsiąkłem, ktoś nawet próbował mi przeszkadzać (pamiętam, że zadzwonił jakiś gość z którym ponoć studiowałem i jednego z przerywników nie oglądnąłem). Leciałem do przodu jak przecinak, robiąc wszystkie zadania poboczne jakie tylko mogłem.

I jak na błahość historii można narzekać, to pewne elementy są tam świetne. Brat spędził ponad 120 godzin w tej wersji Ivalice. Ja sam później zacząłem grać od nowa, choć i tak nie zrobiłem wszystkiego co było do zrobienia. Balthier to obok Viviego z FFIX jedna z najciekawszych postaci w serii (tej finalowej). Choćby dla niego warto przeżyć tą przygodę chociaż raz. Ścieżka dźwiękowa jest świetna, przygodowa, taka Sakimotowa, orkiestrowa choć przez dźwiękowy układ ps2 trochę “ubita” – i tak Keiji Kawamori zrobił kawał dobrej roboty by przenieść muzykę tak by niewiele straciła na swej wartości.

 

I tak 10 lat później, Square Enix postanowił że poprosi o (nie tylko) moje pieniądze i stworzy remake tego genialnego tytułu. Dokładnie zabierze się za przerobienie wersji International Zodiac Job System (czy jakoś tak), która wyszła tylko w Japonii, grubo po premierze podstawowej edycji. Ja kwadratowym panom nie odmówię, bo chętnie wrócę do Ivalice, tak samo jak chętnie wracałem (i mam nadzieję, że jeszcze nie raz to zrobię) do Ivalice z Final Fantasy Tacics, czy Vagrant Story.

Dla mnie Matsuno jest geniuszem (czy nie pisałem już o tym?), Sakimoto (mimo że wtórny) mistrzem a Yoshida artystą. Wszyscy są świetni w swoim fachu, a jak połączą siły, to czy może im wyjść coś złego. Kupuję z zamkniętymi oczami.