O Ysie ósmym, kilka słów więcej

Skończyłem, przeszedłem po raz pierwszy, na normalnym poziomie trudności. Skończyło się nie tak smutno jak sądziłem, ale z takim klasycznym fantasy twistem. Teraz pozostaje przejść na najwyższym poziomie trudności i poznać prawdziwe zakończenie.

W pewnym sensie jestem z siebie zadowolony. Z minimalną pomocą zrobiłem 51 z 55 osiągnięć, a tym 55 jest platyna, czyli zbierz pozostałe 54. Sądzę, że byłbym w stanie zrobić je bez pomocy, tylko ciut więcej czasu musiałbym poświęcić na granie, a dokładnie rzecz biorąc łowienie ryb. W tym przypadku pojawia się moja ukochana walka ze szczęściem.

Pozostało mi przejście na wyższym poziomie trudności, znalezienie jednego przedmiotu kluczowego, oraz pokonanie opcjonalnego bossa. Do tego jest jeszcze trochę rzeczy do zrobienia niezwiązanych z trofeami. I pewno biorąc pod uwagę zaległości, na razie zostawię je na zaś.

Zastanawia mnie tylko czemu robić rzeczy w stylu prawdziwego zakończenie. Pewno dowiem się gdy przejdę grę, może różni się ona gdzieś tam dalej, może wtedy uronię jakąś łezkę. Może przestanę się krzywić na to co scenarzyści wymyślili na koniec. Jakoś mnie to śmieszy po prostu. Rozumiem, że opcja taka zwiększa czas spędzony przy grze. Ciut sztucznie, ale ponieważ mnie gra nie męczy chętnie przysiądę i o ile będzie się dało, zrobię lekki speed run. Nie chce mi się czekać na poprawione tłumaczenie.

Jeżeli chodzi o fantasy twista, mam tutaj na myśli, to że w fantasy dzięki magii – potężnym magom, bogom – w prosty sposób można robić rzeczy nie mające żadnej logiki, ot cud, potężny czar etc. Może w tym przypadku nie jest to aż takie coś z niczego, ale gdy obraz znika, postać się budzi gdzieś indziej i wszystko jest w porządku to pozostaje taki niesmak.

Wielki plus daję jeszcze za to, że można grać drużyną trzech dziewczyn. Oczywiście Dana i Laxia mają standardowe zbroje fantasy (w przypadku tej drugiej, ów zbroja jest opcjonalna (8.25 zł), ta podstawowa jest normalna), czyli im mniej zakrywają tym lepiej. A tak po prawdzie to tylko ubrania, czy tam ich brak. A ten plus jest za zgrabne tyłki, na które oczywiście nie zwraca się uwagi podczas grania, ale są bardzo istotnym elementem.

Czas wrócić do Celcety na Vicie. Tylko o czym ona była…

Grindowanie jest złe

Siadam ostatnio do Dragon Quest Heroes II. Tak na godzinę, a może pół. Fabularnie grę skończyłem i chciałem zrobić platynę. Tak jak zrobiłem w przypadku jedynki. Chciałem to słowo klucz. Bo może to nie trudna sztuka, tylko walka z własnym szczęściem, którego raczej nie mam.

Gdy przeglądałem poradniki by dowiedzieć się co jak i gdzie, znalazłem wpis w którym ktoś stwierdził, że zrobienie wszystkiego zajęło mu 157 godzin – niecały tydzień wyjęty z życia.

Raz przechodziłem walkę z własnym szczęściem – w przypadku Grand Kingdom. Tam mi się udało. Zrobiłem platynę, trochę to zajęło i na koniec ciut nerwów kosztowało, ale do końca grało się w miarę przyjemnie, mimo że dość schematycznie. Wszystko wtedy polegało na otrzymaniu jednej rzeczy. Przedmiotu, umiejętności. Już nie pamiętam, wiem że była to ostatnia rzecz, która mnie powstrzymywała od wbicia wszystkich trofeów i trochę czasu spędziłem by ją zdobyć.

Problem z DQHII polega na tym, że bieganie i bicie po tej godzinie się nudzi (choć z czasem, na tą godzinę chce się wrócić), a tak wiele rzeczy trzeba tutaj zrobić tak… na siłę. Kilkanaście broni które może wypadną, może nie. Tona pierdołkowatych przedmiotów, które potrzebne są tylko by zapchać listę w encyklopedii. Do tego nabijanie jakiś statystyk, tylko po to by dostać możliwość wyboru, którego i tak się nie wybierze.

Już przy Final Fantasy VII, trochę się zastanawiałem po co to całe maksowanie, by pokonać jakiegoś über bossa po którym dostaje się dokładnie ten sam przedmiot, który przez dwa tygodnie zdobywało się alternatywną metodą. Wiem, że to wszystko kwestia podejścia do sprawy. Kwestia spojrzenia na to z perspektywy czasu i że jak człowiek był młody i to wolnego czasu mu nie brakowało. Wtedy wyzwania także bawiły.

Czasu dziś dalej 24 godziny na dobę, ale możliwości inne. Zamiast 1 gry, 5. Każdą chciałoby się przejść, pograć trochę i już nie ma kiedy wyciskać wszystkiego do końca. Swego czasu ktoś stwierdził, że w Heroes of Might and Magic III będzie grał jak będzie stary i będzie miał czas. Ja wiele gier ostawiam na później, bo przecież kiedyś skończą się te super nowości. Tylko że kupka ciągle rośnie. Człowiekowi nie zawsze się chce grać. Czasem chce zająć się czymś innym.

Zdarza się że mówię, iż platyna powinna być wyzwaniem. I może to jest wyzwanie. Takie japońskie, mówiące o cierpliwości powolnym dążeniu do celu.

A tego mi brakuje nie tylko przy okazji tej jednej gry…

Shin 6?

Ponoć robienie postanowień noworocznych ma jakiś sens. Bo to niby cele do których możemy dążyć. Ponoć najlepiej je robić na początku roku, bo wtedy w ogóle się komuś chce je realizować. Jakiś kołcz mógłby powiedzieć, że postanowienie noworoczne to dalekosiężne plany na najbliższe 12 miesięcy (choć nie wiem czy mógłby tak powiedzieć, bo ja żadnego kołcza nie spotkałem, tak sobie tylko gdybam). A jak to jest naprawdę każdy sam wie.

Od lat mnie pytają i od lat nie robię. Bo to nie ma sensu. Wszystko się po drodze zmiania, człowiek ma lenia i z tego stanu nie wyjdzie ot tak. Pewno, coś tam sobie postanawiam, ale nauczony latami poprzednimi wiem, że i tak mi nie wychodzi.

Lightning Vuitton

Tak, to moje pierwsze niepostanowienie noworoczne. Zawsze przychodzi taka chwila, przy okazji której mówię sobie, że muszę skończyć wszystkie finale trzynastki. Super by było zrozumieć o co tam chodzi, a jeszcze lepiej jakby udało się napisać artykuł o muzyce z serii. Myślę tak od wielu lat, ale co mam poradzić że od niedawna lepiej mi się gra na PS4, niż PS3.

Do tego dochodzi fakt, że jakoś wolę czasem chwycić się za jakąś nowość, nieraz coś bardziej bezmózgiego, niż siedzieć i próbować kumać co się dzieje i kto to L’Cie i Fal’Cie i… te inne lucki. No i jeszcze Trylogia Final Fantasy XIII to nie jedyna gra (gry?), które chciałbym skończyć.

Muramasowa Platyna

Muramasa Rebirth, czy jak ja wolę Oboromuramasa to cudowna gra, w której brakuje mi tylko (pytanie czy faktycznie tylko), trzech trofeów do platyny, oraz kilku aby mieć 100%. Gra posiadająca najlepsze DLC jakie kiedykolwiek kupiłem. Gra z najcudowniejszą muzyką stworzoną ostatnimi laty (ranking osobisty). Gra w którą mega przyjemniej się gra. Chyba że ktoś każe grać na Fury Mode. Ludzie przechodzą, to czemu ja miałbym nie.

I tu pojawia się coś, na co kiedyś bym nie śmiał narzekać. Brak czasu (wolnego). Każdy ma go tyle samo, ale jakoś żal mi siedzieć i próbować non-stop. Muszę skreślić z listy jakieś zainteresowania (np. pisanie durnego bloga), wtedy będę miał więcej chwil na granie (a i może kasy). Tylko, że to takie samo pitolenie jak to o postanowieniach noworocznych, no i wszystkiego mi po trochu żal.

Kupka wstydu

To nie kupka, to wielkie, ogromne, śmierdzące kupsko! Tej nigdy nie zlikwiduję i nawet nie mam zamiaru, ale jak już wcześniej pisałem są takie gry, które warto by było skończyć. Ot Life is Strange. Jakoś nie mogę się podnieść. Chyba zabiły mnie zbyt duże odstępy wydawania odcinków. Uncharted 1-3 – mógłbym zagrać na PS4 (na PS3 też), ale płytę ruszyłem tylko po to by zagrać ß trybu wieloosobowego Uncharted 4 (tak, tak, zmarnowałem czas). Dodatek do Wiedźmina, a także platyna w Wiedźmaku czekają i może sobie poczekają.

Cholewcia, ile czasem bym dał by powrócić do dzieciństwa, kiedy to czas nie był deficytem. Kiedy faktycznie człowiek nie miał co robić.

Czy to nowy rok, czy stary. Czy piszemy 2015 czy 2016, od tego jaką datę zapisujemy nic się zmienia.

Powinienem ruszyć dupę, zanim cały dzionek pójdzie na straty!