Gdzieś pomiędzy Kamurocho a Hiroshimą

Napisanie kilku zdań o Yakuzie 6 przychodzi mi z wielkim trudem. Nie wiem, który raz już zaczynam. To świetna gra, ale nie dla wszystkich. I tyle wystarczyłoby napisać.

Gdy śledzę poczynania bohaterów gry, to czuję się jakbym oglądam japoński film, czy serial. Dialogi czyta się z przyjemnością. To jest największa zaleta tej gry. Powiedziałbym, że to jak czytanie dobrej książki. Fajne postacie (a jest ich sporo), dobry klimat, ciekawa fabuła – nie żebym nie zdarzyło mi się pogubić. Akcja czasem zwalnia, bo prawie 50 letni były yakuza czasem potrzebuje chwili refleksji… i odpoczynku dla swego ciała.

Do tego, od jakiegoś czasu twórcy zapraszają do gry znanych japońskich aktorów. Nie wiedzę sensu wymieniać tutaj nazwisk – bo sam wielu kojarzę raczej z twarzy – ale jest to dla mnie dodatkowy smaczek, za który gra ma wielkiego plusa.

Yakuza 6, to ostatnia Yakuza z Kiryu w roli głównej. Dla mnie to pierwsza w jaką przyszło mi grać. Tutaj często spotyka się postacie z przeszłości głównego bohatera. Postacie, które pojawiały się w poprzednich częściach. Pewno całkiem inaczej odbierałoby się grę, wiedząc kogo się spotyka, ale twórcy zadbali aby to nie było przeszkadzało w grze.

Mechanicznie, jest dobrze. Nawalanie w przyciski podczas walk nie sprawia wielkich problemów – no sporadycznie przy bossach należy ciut bardziej uważać. Do tego wszystkie mini gry przedłużają zabawę – w pozytywny sposób, bo w sumie nie trzeba się nimi bawić choć i te potrafią przyciągnąć.

I mimo, że to nie gra idealna to nie potrafię znaleźć powodów na którym bym chciał narzekać. Owszem, nie zrobiłem wszystkich misji pobocznych. Nie zagrałem we wszystkie gry i nie pogadałem ze wszystkimi hostessami. Jest tam jeszcze sporo do zrobienia. Powiedziałbym, że odciągnął mnie Vampyr. Ale nawet w Vampyra mi się tak względnie chce grać. Ot taki czas niechęci i marazmu życiowego.

Ale Yakuza 6 to cudowna gra.

Monster Hunter … End?

Nadal uważam, że to świetna gra mimo, iż po 180 godzinach czuję znużenie. Nie wiem czy jak przyjdzie Yakuza 6, to kompletnie porzucę polowanie, choć myślę że z czasem będę wracał.

Bo MHW to świetna gra. Pisałem o tym nie raz. Przez wiele czasu jest przystępna, ale teraz stała się dla mnie zbyt wymagająca. Gdy siadam na godzinę, czy też dwie wpadam na questa i kończy się on porażką to na początku jestem… lekko zawiedziony.

Tylko gdy z 5 zadań jakie wykonam w tym czasie uda mi się skończyć dwa i w tych dwóch tak naprawdę nie dostaję nic, dzięki czemu mógłbym rozwinąć broń/zbroję czuję, że zmarnowałem tylko czas.

Jakoś nie chce mi się szukać zespołu do grania. Takiego gdzie ludzie grają sensownie, nie giną głupio – choć myślę, że mało kto chce ginąć, ot czasem tak się dzieje. A samemu, mimo że potwór jest słabszy to zawsze długa zabawa. Co prawda wkurzać się można wtedy tylko na siebie.

Dodatkowo mam takie wrażenie, że po tych 180 godzinach gry nie czuję, że mógłbym jeszcze zrobić coś co by mi bardzo pomogło. Mógłbym poszukać jakiegoś super zestawu, który pewne rzeczy by mi ułatwił, ale przez losowość w wypadaniu przedmiotów, czuję że musiałbym spędzić bardzo dużo czasu przy farmieniu.

Tak więc chyba dam Kiryu szansę…

…może z przebłyskami na MHW.