Domena

Co roku, w okolicach czerwca, gdy wydaję te pięćdziesiąt parę złotych na domenę pavelsjunk.net przychodzi ta chwila zastanowienia. Po co? A może by dać sobie spokój. 50 zł to niewiele, ale w sumie.

I cokolwiek bym nie myślał. Jakby mnie nie kusiło by dać sobie spokój. Tak zawsze przedłużam dalej. Bo bez niej blog byłby jakiś taki nijaki. Bez niej nie byłoby tej iskierki nadziei, że kiedyś wrócę do zabawy w webmastering czy pisanie o muzyce z gier.

Także odpuszczam parę boosterów, jakąś figurkę czy jedną x-ną płyty czy photobooka, by dalej płacić na swój adres w internecie.

Może kiedyś, coś…

Gdzieś pomiędzy Kamurocho a Hiroshimą

Napisanie kilku zdań o Yakuzie 6 przychodzi mi z wielkim trudem. Nie wiem, który raz już zaczynam. To świetna gra, ale nie dla wszystkich. I tyle wystarczyłoby napisać.

Gdy śledzę poczynania bohaterów gry, to czuję się jakbym oglądam japoński film, czy serial. Dialogi czyta się z przyjemnością. To jest największa zaleta tej gry. Powiedziałbym, że to jak czytanie dobrej książki. Fajne postacie (a jest ich sporo), dobry klimat, ciekawa fabuła – nie żebym nie zdarzyło mi się pogubić. Akcja czasem zwalnia, bo prawie 50 letni były yakuza czasem potrzebuje chwili refleksji… i odpoczynku dla swego ciała.

Do tego, od jakiegoś czasu twórcy zapraszają do gry znanych japońskich aktorów. Nie wiedzę sensu wymieniać tutaj nazwisk – bo sam wielu kojarzę raczej z twarzy – ale jest to dla mnie dodatkowy smaczek, za który gra ma wielkiego plusa.

Yakuza 6, to ostatnia Yakuza z Kiryu w roli głównej. Dla mnie to pierwsza w jaką przyszło mi grać. Tutaj często spotyka się postacie z przeszłości głównego bohatera. Postacie, które pojawiały się w poprzednich częściach. Pewno całkiem inaczej odbierałoby się grę, wiedząc kogo się spotyka, ale twórcy zadbali aby to nie było przeszkadzało w grze.

Mechanicznie, jest dobrze. Nawalanie w przyciski podczas walk nie sprawia wielkich problemów – no sporadycznie przy bossach należy ciut bardziej uważać. Do tego wszystkie mini gry przedłużają zabawę – w pozytywny sposób, bo w sumie nie trzeba się nimi bawić choć i te potrafią przyciągnąć.

I mimo, że to nie gra idealna to nie potrafię znaleźć powodów na którym bym chciał narzekać. Owszem, nie zrobiłem wszystkich misji pobocznych. Nie zagrałem we wszystkie gry i nie pogadałem ze wszystkimi hostessami. Jest tam jeszcze sporo do zrobienia. Powiedziałbym, że odciągnął mnie Vampyr. Ale nawet w Vampyra mi się tak względnie chce grać. Ot taki czas niechęci i marazmu życiowego.

Ale Yakuza 6 to cudowna gra.