NMW #5: MtG Sucks

Już od bardzo dawna moje zainteresowanie MtG jest bardzo zmienne. Już nie raz narzekałem i nie raz będę narzekać. Dziś tak bardziej pozytywnie, bo jeżeli coś zajmuje nam czas, przez co odciąga od czegoś innego – można by rzecz równie niepotrzebnego, czy po prostu mającego dostarczyć także rozrywkę, umilić czas wolny – to nie jest takie złe i niestety MtG Arena od czasu wejścia w fazę Open Beta, codziennie przyciąga mnie do siebie. 
Czasem na zbyt długo.

Gra się w miarę przyjemnie. Mój deck może nie porywa, ale mam taki jaki bym mógł chcieć złożyć normalnie. Ale po pierwsze nie gram papierowego standardu, a po drugie aż tyle kasy wydawać mi się nie chce, a tutaj mam karty za pół darmo.

Nauczyłem się, że czasem trzeba się szybko poddać by nie tracić czasu na próbę ugrania gry z kontrolką, czy lifegainem. A, że poddanie się niewiele zmienia przy zwykłym graniu rankingowym – no poza rankingiem, ale ten także ma dla mnie żadne znaczenie, bo poza jakimś innym obrazkiem obok nicka nic mi nie daje – to staram się robić to szybko i rozpocząć kolejną pasjonującą grę.

Z takich rzeczy, które raczej mnie denerwują – poza kontrolkami – to animacje. Chciałbym je móc wyłączyć. Według mnie to nie są one cool i bez nich, może niektórzy ze słabszym sprzętem mogliby sobie pograć. Ja rozumiem, że “jemy oczami”, ale prosta opcja (prosta z perspektywy gracza) byłaby mile widziana.

Czasem żałuję, że czuję takie poczucie obowiązku zagrania na Arenie. Przez to Dragon Quest XI mimo, że coraz bliżej końca, to nadal niezbyt szybko posuwa się ku niemu. Dobrze chociaż, że po 4 zwycięstwach dziennie, dalsze nagrody są nijakie, bo jeszcze kompletnie bym wsiąknął w cyfrową karciankę.

A mówiłem kiedyś że karcianka na monitorze to nie karcianka. Głupi ja.

#100

Czasem siadam przed edytorem wordpressowym i próbuję coś pisać. Nigdy to nie jest dobre, ale często jest tak, że nie piszę dalej. Czasem zostaje szkic i sobie leży. Nie raz go przypadkiem usuwam i w sumie nie żebym tego żałował, bo bywa tak, że lepiej zacząć od nowa.

I pewno nie powinienem robić 100 wpisu mówiącego o tym jaki on szczególny i specjalny jest, bo jest setnym a z drugiej strony czemu nie. Mój blog widział wiele bzdur i mimo, że czasem myślę, iż fajnie byłoby pisać z sensem i na temat to zastanawiam się – po cholerę.

Setny wpis będzie tym kolejnym do którego siadam by po prostu pomęczyć klawiaturę, palce i oczy. By wstawić sobie Hitomi w obrazek wyróżniający. By ten jeden jedyny czytelnik stracił trochę czasu.

Żadnych podsumowań. Żadnych postanowień. Bo zwyczajnie mi się nie chce. Zbyt długo już miewam ochotę by wprowadzać zmiany. Zbyt wiele razy próbowałem startować od nowa i sprawić by chęci przemieniły się w coś realnego. Żaden kołcz nie musi mówić mi, że czekając na cud niczego się nie doczekamy. Będzie co ma być i tyle.

Pozdrawiam mojego jedynego czytelnika i mam nadzieję, że go kiedyś czymś zaskoczę.