Things are looking up+

Gdy pisałem poprzedni wpis na temat Dragon Questa XI, miałem inne wyobrażenie odnośnie tego co dalej po napisach – jak mi się zdawało – końcowych. Teraz czuję się pozytywnie zaskoczony i jakoś tak przytłoczony.

Tak dochodzę do wniosku, że słowa Qui-Gon Jinna mówiące że Zawsze znajdzie się większa ryba i tutaj okazują się prawdą. Wątek tego jeszcze bardziej złego delikatnie jest wpleciony we wcześniejszą fabułę i pokazuje, że cofając się w czasie, zmieniając pewne rzeczy sami rzucamy sobie kłody pod nogi. Nie ukrywam podoba mi się taki obrót spraw.

To co mi się nie podoba, to że nie wiem gdzie łapy włożyć. Sztucznie podniosłem poziom do 99. Teraz mogę przeciwników omijać i w sumie trochę tego żałuję, bo zrobi się z tego jakiś taki sandbox, gdzie biegam tylko z miejsca na miejsce.

Niby w prawie każdym mieście dostaję jakieś dodatkowe zadanie do zrobienia, doszły dodatkowe subquesty a ja nie wiem od czego zacząć i w sumie po co. Nawet nie wiem czy chce mi się ruszać dalej fabułę, bo mam takie przeczucie że będzie pod górkę – nawet z 99 poziomem. Zostało mi także kilka osiągnięć do zrobienia i pewno postaram się na tym skupić.

Tak więc, moja przygoda z Jade się nie skończyła. I mimo, że do DQXI siadam z lekkim oporem, to nie powiem że się męczę grając. No chyba, że nawalam w X próbując ugrać żetony w kasynie. Trochę to nuży.

Nadal uważam że to świetny RPG.