in plejstejszyn i słicz

Czasem jest tak, że kupię grę na promocji, lub dostanę za darmo i później żałuję, że nie mogę kupić drugi raz. Czy też, mam tyle rzeczy do kupienia, że nie mogę dać na tym samym produkcie dać komuś zarobić ponownie. Pierwszą taką grą była Remeber Me. Ale tutaj miałem szansę dać zarobić twórcą kupując na premierę Life is Strange, a później Vampyra czyli ich kolejne produkcje.

Teraz zabrałem się za Hollow Knighta, kupując go w promocji mimo, że sam nie kosztował jakiś kokosów. Dałem ledwo 30 zł i uważam, że ta gra jest warta o wiele więcej.

Grając z czasem uświadomiłem sobie, że to nie moja druga metroidvania. Gdzieś tam będąc berbeciem grałem w Adventure Island IV, czy Milon Secret Castle, które bym do tego gatunku podciągnął. Chodzisz pomiędzy lokacjami, często piętrowymi. Zdobywasz nowe umiejętności dzięki czemu w starych możesz coś otworzyć, znaleźć nowe przejście. Nie ukrywam, że gatunek ten bardzo mi się spodobał.

Hollow Knight o jedna z takich gier, gdzie trzeba czasem umieć wykręcić combo skacząc przed siebie w celu ominięcia przeszkód i przy tym leci wiele przekleństw, ale kiedy już się wszystko uda satysfakcja jest przeogromna. Tak samo przy walkach z bossami. Jedna zajęła mi jakieś 7 godzin.

Oczywiście chodzi o to, że tyle raz podchodziłem, że sumarycznie tyle czasu na to zeszło. Najlepsze w tym jest to, że mimo iż z czasem pojawiała się frustracja i zastanawiałem się o co chodzi, byłem w miarę spokojny (przy innych grach rzucałem padem, czy kląłem na potęgę). Nawet zacząłem myśleć czy jedna kropka życia więcej, czy też ciut mocniejsza broń by mi pomogły, ale im dłużej grałem tym bardziej dochodziłem do wniosku, że po prostu muszę przejść tą walkę i tyle

Fabularnie, to nie mam zielonego pojęcia o co chodzi. W sumie to nie wiem czy jest jakaś fabuła. Jest jakiś świat – nawet fajny – ale czy fabuła, nie wiem. Może to jedna z tych gier, gdzie wszystko trzeba wyczytać między wierszami, interpretować? Nie przeszkadza mi to. Grunt, że po prostu się dobrze gra. Że człowiek czuje postęp – choć nie ukrywam, że już zdarzyło mi się utknąć, raz musiałem się wspomóc internetem. Za każdym razem, gdy trafiałem w nieznane, chęć eksploracji trzymała mnie przy grze.

To także, pierwsza gra od dawna w którą po prostu mogę grać cały czas. Oki, przesadzam, ale kilka pierwszych dni takie było (zresztą jakbym mógł grać cały czas, nie pisałbym tego posta). Teraz staram się robić także inne rzeczy, ale naprawdę na początku byłem wciągnięty. Zresztą te 7 godzin które wspomniałem wcześniej, to czas wycięty z jednego dnia – dwóch, bo 30 minut po północy w końcu mi się udało. Wróciłem na ławeczkę (savepoint) i wraz z głównym bohaterem odpocząłem wyłączając Switcha.

W Hollow Knightcie podoba mi się oprawa graficzna. Twórcy (aż 2, plus dwóch dodatkowych po tym, jak udało im się zebrać kasę na kickstarterze) nie poszli w 3d (no jakoś tak mają małe zespoły, myślę że to jednak więcej roboty), nie chwycili się też pixelartu, a ten często jest bardziej art niż fajny jak dla mnie, tylko zrobili przecudną, może nie zawsze ultra szczegółową (a to też zaleta) grafikę 2d, jak to czasem się mówi – ręcznie rysowaną.

Przez styl, z początku miałem łezkę w oku atakując przeciwników. Smutne żuczki niby atakowały, ale wyglądały tak sympatycznie i ponuro, że bardziej im współczułem. Uwielbiam uwalniać robaki ze słoików. Gdy taki jest w pobliżu piszczy, już się w serduszku coś robi i chęć pomocy wzbiera na sile. Zwykle nie tak łatwo do nich dojść, ale odwiedzanie kolonii do której trafiają po uwolnieniu sprawia mi radochę (i wcale nie chodzi o te monety, które rzuca starszyzna).

Aż tylu ich na razie nie mam, ale nawet jak skończę grę, to wrócę by uwolnić wszystkich.

Cudowna to gra. Owszem, nie powiem by była idealna, ale w każdej, nawet w tej najbardziej kochanej można znaleźć głupoty, które nam przeszkadzają. Zapłaciłem jakieś 60% ceny, ale wiem że jeżeli chciałbym (a chciałbym, ale może nie teraz) dać twórcom zarobić to mógłbym kupić sobie wersję na PS4. A może kiedyś uda im się wydać wersję pudełkową. Wtedy bardzo chętnie zakupię. Albo wymyślą kolejny majstersztyk – czego im życzę.

Tylko czy wtedy nie będę już wyrzucał kasy na ciuszki do DoA6?