I po sprawie…

Judgement skończony. Sprawa Kreta zamknięta. Co mogłem i chciałem zrobić, zrobiłem i choć zawsze po grze z serii Yakuza mam niedosyt to wiem, że kiedyś trzeba powiedzieć dość i pójść do przodu.

Chcę zamykając temat napisać kilka słów podsumowania, napisać co bym zmienił – niekoniecznie jak i dlatego nie grałem z angielskim dubbingiem. A może coś jeszcze.

W pewnym momencie zaczęło mnie drażnić śledzenie celu. Idziemy, gość/laska nas niby zauważa a my odbiegamy od niego, chowamy się za rogiem i wszystko jest w porządku. Trzeba naprawdę przysnąć – a to jest możliwe – albo się zgubić – to chyba nie jest – by zepsuć sobie ten element gry. I pewno taki był zamiar. Dać jakaś namiastkę bycia prywatnym detektywem i nie utrudniać ludziom życia. Gdybym miał zacząć rozpisywać się o tym, jak widzę ten element gry, sam bym się zgubił i zajęłoby to mi zbyt wiele czasu. Pomysłów mam wiele i może to utrudniłoby rozgrywkę niedzielnym graczom, ale chyba dałoby się takie utrudnienie dodać tylko w misjach pobocznych i… po sprawie. Chodzi głównie o takie pomysły jak przebieranie się w toku, udawanie kogoś innego, lepszą widoczność obiektów za którymi można się schować a czasem nawet wyprzedzanie celu by wydawało mu się, że to jednak nie my go śledzimy. Niby nie myślą nad Judgementem 2, ale może kiedyś to zmienią.

Gdy byłem coraz bliżej końca gry uświadomiłem sobie jak mało bawiłem się mini grami w Judgemencie. Nigdy nie chciało mi się grać w te stare – mahjong, shogi, czy automaty gry w kasynie – ani nawet po raz kolejny próbować tych nowych – dice vr, drone racing, czy kamurocho of death. Czasem musiałem coś spróbować bo zmuszono mnie fabularnie lub przy okazji misji pobocznej.

To nie tak, że są one złe. W niektórych przypadkach po prostu cholernie trudne dla człowieka który nie miał z nimi nigdy do czynienia. Nie widzę celu by siadać do mahjonga i rzucać przekleństwa bo kompletnie mi nie idzie – pomijając, że (słowo klucz) niby wiem jakie są zasady, ale granie mi nie idzie. Siadłem parę razy w kasynie przy blackjacku i pokerze, ale nie chcąc zrobić w tej grze wszystkiego nie czuję potrzeby męczenia się i zdobywania żetonów/punktów itd. by wygrać jakąś nagrodę dającą mi sam nie wiem co.

Częściej siadałem do tej zabawy w Yakuzie Kiwami 2, choć tam chciałem zrobić platynę ale mahjong odebrał mi takie marzenia. Uważam że te mini gry, to także duży plus Yakuz. Można zawsze się zrelaksować, odbić trochę na bok i pobawić się czymś innym. Cenię to że dodają gry, które kiedyś trzeba było kupić za sporą kasę – Virtual Fighter 5. A nawet te mniejsze, klasyczne niejednej osobie przypadną do gustu – choć pewno częściej starszym graczom. Niemniej jednak, zbyt mały odstęp od jednej Yakuzy do drugiej (niby) Yakuzy sprawia, że człowiekowi się nie chce siadać i bawić.

Przy okazji Judgementa podjęto decyzję by zrobić pełną angielską lokalizację. Przed premierą prezentowana aktorów dubbingowych, którzy poza Matthewem Mercerem nic mi nie mówią. I może w przypadku japońskich głosów nie jest lepiej, ale zbyt dobrze wiem kto to Takuya Kimura, czy Tanihara Souske by móc grać w tą grę z angielskimi głosami. W ich przypadku (i nie tylko ich) widzę twarz słyszę głos i na odwrót głos – twarz.

Do tego (pisałem to nie raz) fabuła prowadzona jest jak japoński serial telewizyjny. Siadam przed ekranem, okładam pada i oglądam. Praca kamery, sposób gry aktorów. Zwroty akcji, pompatyczne sceny. Nie pasują mi tutaj inne głosy. Ale może tylko mnie.

Dodam jeszcze, że polubiłem i zżyłem się czwórką bohaterów z obrazka wyróżniającego. Niby to takie proste postacie z prostymi motywacjami, ale gdy w finale wchodzi do miast poczułem ciary na plecach i satysfakcję z tego co mnie czeka dalej.

Pewno do Judgementa już nie wrócę. Pewno nie tego, ale kiedyś chętnie odwiedzę Kamurocho ponownie. Czy to jakimś członkiem yakuzy czy prywatnym detektywem.

Czas pokaże…