Zacząłem by rzucić wszystko inne #0

To taki wstęp. Może pierwszy z jakiegoś dłuższego cyklu. Ba nawet pojawił się pomysł bym pisał na ten temat w miarę regularnie, bym prowadził prawdziwego webloga z tej gry ale u mnie za pomysłami i chęciami nie idą czyny. Już dawno zapomniałem co to “regularność” i to w wielu dziedzinach.

Tak więc, jakieś tygodnie* temu zacząłem grać w Final Fantasy XIV. Zacznę od tego, by nakreślić trochę historii dlaczego się zabrałem za granie w Final Fantasy XIV – w tym będzie ciut o tym czym FFXIV jest i dlaczego nie powinienem był się zabierać do tej zabawy.

Aeony temu, wieki, lata. Sam nie wiem kiedy to było, próbowałem zabawy w gry MMO – massive multiplayer online. Dziwne darmówki z grupą znajomych. Grało się czasem lepiej czasem gorzej. Wtedy dużym plusem było granie ze znajomymi. Gra zastępowała czat a przy okazji można było pograć siedząc u siebie w domu a nie u kogoś na chacie (choć to taki plus jak minus, ale to już także długi temat do dyskusji – kiedy lepiej grać przez sieć a kiedyś lepiej grać siedząc obok na stołku/dupie). Minusem była jakoś połączeń internetowych, oraz samych gier. Wiele w nich do zrobienia nie było, ale w sumie każdy gatunek się rozwija i choć do dziś gry MMO(RPG) nie mają jakiś cudownych i różnorodnych możliwości, to dawno temu braki w gameplayu zastępowane były przez możliwość spędzenia czasu ze znajomymi.

I jak te (ponad) 15 lat temu uprzykrzał życie przeciętnemu graczowi internet, to on nie był największym problemem. Pominę tutaj grę taką jaką było Mu Online. Dużo nie grałem i raczej dlatego, że mnie ktoś namawiał – jakoś nigdy nie widziałem w tej grze nic ciekawego. Więcej czasu spędziłem bawiąc się przy Ragnarok Online. I pewnie nie byłoby to nic złego, ale (bijąc się w pierś) przyznam, że granie na pirackich serwerach pokazało największą wadę grania za darmo – ludzie. I nie mówię tylko o graczach, którzy przychodzi po to by robić innym na złość, ale także o adminach, którzy czasem także robili ludziom na złość. Na dodatek granie w ten sposób sprawiało, że gra nie rozwijała się kompletnie. Nie tworzono nowych wydarzeń, nic się nie zmieniało. I pewno byłoby to do przełknięcia, ale człowiek mają dostęp do internetu czyta jak wyglądają gry MMORPG z abonamentem i trochę się smuci.

Wtedy też doszedłem do wniosku, że jeżeli kiedykolwiek zacznę znowu grać w jakiekolwiek MMO, to będzie to takie płatne. Miałem nadzieję, że ludzie zarabiający, którzy będą chcieli co miesiąc wydać na granie kasę będą chcieli grać, a nie uprzykrzać ludziom życie, oraz że twórcy dostając pieniądze będą rozwijać grę. Z czasem padło na Final Fantasy XIV. I choć początki samej gry były trudne – tak samo jak moje początki z samą grą – to przez lata twórcy spięli poślady i dziś może to nie najpopularniejszy MMORPG, ale jedno z niewielu pokazujący że nie trzeba przechodzić na model free-to-play by można było się jakoś utrzymać. Chciałem poowijać w bawełnę i wyłożyć ideologię dlaczego to niby wybrałem FFXIV, ale szczerze mówiąc sam nie wiem. Pewno padło po marce… i tyle.

Na początku wspomniałem, że to raczej gra nie dla mnie, bo jakoś nie czuję się zbyt dobrze gdy muszę integrować się z ludźmi – nawet po sieci. Do tego zawsze myślałem, że bariera językowa to rzecz dla mnie nie do przebicia. Tak, więc gdy spróbowałem którejś wersji próbnej po modyfikacji gry do wersji 2.0 ładnie nazwanej A Realm Reborn, miałem mieszane uczucia. Taka sobie gra, trochę o o niczym. Fabuła nie trafiała do mnie, głównie przez język jaki używają postacie (angielski, ale konstrukcyjnie tak dziwny, że mnie odrzuca). Wtedy nie czułem sensu grania, zabijania żuczków, wiewiórek czy innych paskudztw. A największym problemem okazała się dla mnie chwila, gdy jedno z zadań fabularnych polegało na wejściu do lochu do którego nie mogłem wejść sam, tylko z grupą 4 osób.

I nie wiem ile od tamtego czasu się zmieniło w grze – w końcu mamy już któryś tam dodatek (5.x) – a na ile zmieniło się moje podeście do gry. Spróbowałem kolejny okres próbny, dowiedziałem się co mnie czeka w przyszłości i postanowiłem zasiąść i dać grze szanse.

I tak sobie gram teraz gram.

Ale o tym może przy kolejnej okazji, aka つづく.