Skończyły mi się MPki…

Tytułem wstępu. MP to skrót od Magic Points*, czyli punkty magii.

I właśnie czuję że te punkty magii się kończą. Pewno to kolejny kryzys z cyklu “wezmę to wszystko wyrzucę/sprzedam/oddam”. Tym razem mógłbym obarczyć winą Wizards of the Coast o to, że zaczynają się rozdrabniać i tworzyć dziwne rzeczy takie jak super drogie kolekcjonerskie boostery. Ale przecież to firma, która ma zarobić a nie działać charytatywnie czy też wychodząc prawie ciut powyżej zero.

I choć na jeden produkt czekam, tak mniej – więcej, bo to zależy ile ta zabawa będzie kosztować, to jestem coraz bardziej zniechęcony do tej gry. Dalej uważam ją za świetną, ale po tych 9 latach nie bawi mnie już tak samo.

I w sumie miałem napisać jak to wielkie korpo jest złe i jakie bzdury robi, ale na dłuższą metę nic to nie zmieni. Zresztą nie wiem czy chcę by to zmieniało cokolwiek. Jeżeli ludzie dobrze się bawią wydając pieniądze na karty (i kompletnie jestem w stanie to zrozumieć) – te papierowe czy te wirtualne (w przypadku MTGO czy Areny), to kim ja jestem, że mam im zabraniać je tam wydawać.

Myślę, że od jakiegoś czasu jeżdżę na turnieje prerelease głównie dlatego, że lubię sklep w którym gram. Ludzi, których tam spotykam (nie wszystkich). Do tego raz na kwartał warto wyrwać się poza 4 ściany małego miasteczka i wciągnąć trochę smogu gdzieś indziej. Po prostu muszę wymyślić, co zrobić by karty nie wylewały się z półek i regałów. Jak pozbyć się tych, które nie są mi potrzebne i zastanowić co mi jest potrzebne.

A to nie będzie takie łatwe, wiem bo zabierałem się do tego nie raz. Ale może x razy sztuka… i kiedyś się uda?

* Choć w Star Ocean Till the End of Time jedna z bohaterek, która posługiwała się magią miała spore piersi i do dziś mam wątpliwości czy aby MP, to nie Milk Points.