Jakuza jak smoczek

Po bardzo długiej przerwie siadłem ponownie do Yakuza Like a Dragon, czyli w sumie 7 odsłony serii ale ze zmienionym bohaterem, główną lokacją oraz systemem walki.

Kasuga Ichiban to fan Dragon Questa w którego głównym bohaterem jest… Bohater. Po angielsku Hero, po japońsku Yusha. Taki bezimienny zwykle nic nie mówiący gość, który jest naszym awatarem. Ichiban często posługuje się porównywaniem życia do klasycznej japońskiej serii RPG.

Nawet gdy zaczynamy bić się z przeciwnikami Kasuga widzi ich jako potwory. Celne porównanie, które kończy się ludzkimi przeciwnikami w ekstrawaganckich strojach, ze śmiesznymi nazwami i cudacznymi atakami. Wielu tu specyficznego humoru, który akurat lubię. Lecz niestety wszystko jest fajne za pierwszym razem.

Walka to największa wada tej gry. Owszem nie skończyłem jeszcze zabawy, ale przez długą i nudną walkę nie czuję się zachęcony do powrotu. Podobają mi się postacie, historia ale jakieś 50% gry to potyczki, czyli te ~50% gry jest dla mnie uciążliwym obowiązkiem. I może to pierdoły ale mnie drażnią i niepotrzebnie wydłużają rozgrywkę. I tak trochę powymieniam.

Gdy biegniemy grupą, zwykle pozostali nie nadążają za Kasugą i gdy wchodzimy do walki a ruch ma jeden ze spóźnialskich to musi najpierw przebiec różnicę odległości. A to jeszcze nic. Niech na prostej stanie mu drzewo i zanim system się kapnie, że coś jest nie tak to ziomek ociera się o to drzewo czołem.

Trafiłem także na walkę przy barierce, która wyglądała mniej więcej tak. Zaczyna się tura postaci 1, przekracza barierkę, wykonuje atak. Tura postaci nr 2 i taka sama akcja z cudowną, metalową barierką. Już klnę w niebiosa i myślę żeby już wszyscy przekroczyli tę cholerną barierkę i będzie po kłopocie. Ale nie, gdy przychodzi znowu tura postaci nr 1 jakoś cudownie cofnęła się za tą barierkę i znowu musimy oglądać przepiękną animację przekraczania jej – taka specjalna gdzie ktoś nie może przeskoczyć tylko powoli przejść. Wiadomo, BHP.

Kolejna durna rzecz to auto-battle. Wiadomo opcje do wyboru są takie nijakie (tylko atakuj/wyrzuć wszystkie przedmioty leczące/zużyj wszystkie MPki), ale wychodzę z założenia że zamiast nawalać atak, atak, atak, atak, nacisnę sobie to R2 i będą się sami bić no i oglądanie jak przez pół godziny biegną do przeciwnika jakoś minie. No i fajnie, tylko mechanika walki zakłada dwie rzeczy – dopalanie ataków przez wciskanie trójkąta w dobrym momencie lub nawalanie w kwadrat (takie guziki na padzie), lub zmniejszanie otrzymanych obrażeń przez wciśnięcie kółka gdy atakuje nas przeciwnik. Niestety w trybie auto-battle nadal sami musimy te przyciski wciskać.

No i przez taki uraz do walki jakoś inaczej patrzę na tą Yakuzę. Znowu sobie ją odpuściłem i robię coś innego. Nadal myślę by wrócić, może przebić się przez fabułę i odłożyć na półkę. Od jakiegoś czasu nie lubię porzucać gier a tym bardziej, że tutaj cholernie podoba mi się otoczka fabularna. Jakbym tylko nie był taki zbieraczem subquestów i biegania po ulicach a zajął się tym co należy.