Po lamersku, o Kaladeshu

Trochę czasu minęło odkąd po raz ostatni grywałem standard aktywnie. Teraz zacząłem zabawę od nowa, na razie w dość małym – elitarnym – gronie, z budżetowymi taliami. I choć w sumie budżet, budżetowi nierówny, to nawet mnie rotacja mocno dotknęła.

Z jednej strony, Voltaic Brawler, to jedyny fajny Human, którego mógłbym dorzucić do własnej talii. Na dodatek musiałbym dodać już trzeci kolor a na tym straciłaby cała talia. Pomijam już fakt, że zagranie tej karty byłoby bardzo trudne.

Z drugiej, karty przedstawione w Kaladeshu nie dają mi żadnego pomysłu na coś nowego i przy tym taniego. Wiem, że jakkolwiek bym nie zaczął wszystko wskazuje na to że musiałbym bawić się od zera. Tak więc nawet próbując złożyć talię z tanich kart, zdaję sobie sprawę że będę musiał trochę wydać – a chciałem tego uniknąć w szczególności, że jak na razie gramy w dość wąskim.

Takie mam ostatnio wrażenie, że gracze niedzielni mają coraz mniej możliwości zabawy w MtG. Na myśl przychodzą mi tylko tępe aggro, oparte na sensownie złożonej krzywej many, oraz tanim removalu. Gdy szukam budżetowych decków, to te może są tańsze od tych topowych, ale do taniości im daleko.

W końcu to nie “taniuśkie zestawiki kart”, tylko “ciut mniej nadwyrężające budżet”. Gdyby popatrzeć na Kaladesh przez pryzmat innych formatów to pewno znalazłbym tutaj o wiele więcej ciekawych kart, w szczególności gdyby przyszło mi składać talię EDH opartą na Sydri, Galvanic Genius.