Ponarzekam, bo mogę #1

Zawsze stawiając #X, myślę że nie powinienem dawać numerka bo mam takie wrażenie, że zobaczę nigdy X+1. I tu mógłbym skończyć narzekanie, ale dziś nie o tym. Tylko o całej idei crowdfundingu. Choć jakiś czas temu o tym pisałem to sposoby wyłudzenia od nas pieniędzy się zmieniły. A ja nawet nie pamiętam co wtedy, tam pisałem

Idea crowdfundingu wydaje mi się rzeczą dobrą. I jak kilka lat temu chętnie sprawdzałem nowe akcje kickstarterowe1 i do tych ciekawszych dorzucałem parę groszy, dziś to nawet nie myślę sprawdzać co, gdzie i jak.

Gdy jakiś mało znany twórca ma fajny pomysł, ale nie stoi za nim żadna duża firma, lub ten nie chce zaprzedać duszy takowej i zrobić wszystko po swojemu, nie widzę przeszkód by dorzucić się do interesującego nas projektu.

Lata lecą i mam takie uczucie, że niektórzy dopiero niedawno zauważyli, że ten cholerny crowdfunding istnieje. To co mnie denerwuje, to że ludzie już nie traktują tego faktycznie jak wsparcia finansowego, ale jako możliwości dokonania zamówienia przed premierowego.

Jeszcze to nie jest najgorsze. Wiadomo, ktoś robi badanie rynku i wie, że produkt mu się sprzeda, ale woli go wrzucić w wir zbiórki i się “namacalnie” o tym przekonać – nie żebym popierał, ale no jest to jakieś wyjście. To co mnie drażni to fakt, że widzę reklamy zbiórek w mediach społecznościowych. I nie chodzi o linki wrzucane przez ludzi tylko o posty sponsorowane.

Tak więc, jeżeli chcę coś stworzyć a nie mam na to kasy idę na kickstartera, ale żeby zapłacić fejsbukowi itp. za reklamę to kasę już mam. Jasne to może jakiś niewspółmierny koszt, ale zawsze to już jakiś wkład. Ja rozumiem, że reklama jest potrzebna, ale chodzi o to by ludzie sami wrzucali informacje.

Jak dla mnie kickstarter dziś to wielka strona dla firm, które by mogły zrobić to za swoje, sprzedać i zarobić a maluczcy, którzy faktycznie potrzebują wsparcia z dobrym czy też ciekawym projektem giną w morzu sponsorowanych zbiórek.

Od jakiegoś czasu – też w sumie nie tak krótko – istnieje patreon. Dorzucamy się w jakimś określonym czasie – może to być cykl dniowy/miesięczny, lub za każdą następną pracę. I choć tam gdzieś parę złotych wrzucam to też czasem się zastanawiam gdzie to ma swoje granice i sens. Coraz więcej artystów chce na przyciągnąć do paterona wrzucając wersje ero/porno swoich prac. Choć jak świat od dawna wie, za goliznę się płaci – i nie żebym się oburzał.

Nie jestem bez winy. Do dwóch patronów się dorzucam – symbolicznie bo 10 zł i 1$. Kickstarterów wsparłem kilka. Większość w miarę wypaliła. Na nie które już wcale nie liczę – że dojdą do skutku. A z czasem coraz bardziej sceptycznie podchodzę do wszelkich zbiórek. I mimo, że podczas nich bywa tak, że jest taniej, to jednak czasem wolę przepłacić jak coś wyjdzie.

A teraz tylko czekam na łądne figurki, które i tak brzydko pomaluję…

Kop w dupę!

Ostatnia aktualizacja na stronie zbiórki na grę zwaną roboczo Project Phoenix informuje, że finalny produkt będzie gotowy na początku 2018 roku. Później jeszcze tylko pół roku testów i… No właśnie chyba już nic.

Chcemy zrobić grę, tylko nie mamy na to pieniędzy

Więc w sumie to czemu nie poprosić o to ludzi. Project Phoenix wymyślił sobie wiele rzeczy sprytnie. Bardzo dobrze przeprowadzona zbiórka, nie da się ukryć – znane nazwiska, jakiś pomysł na grę (trochę pojechali na sentymentach ludzi). Wszystko cacy. Kasa spłynęła i coś tam robili (ponoć). Z czasem okazało się, że brakuje im programisty i w sumie to gra jako taka nie jest nawet zaczęta.

Ja rozumiem, że w RPG ważny jest scenariusz. Ładna grafika nie zaszkodzi. Dobrze jak jest jakaś muzyka i dźwięki. Fajnie jak mamy ciekawą mechanikę. Ale jakoś nigdy bym nie pomyślał by tak zaczynać zabawę bez programisty (choć widziałem ludzi chcących tworzyć grupy suberskie, którzy szukali tłumacza/y – proste i jakże oczywiste). Ale jak widać wszystko się da zrobić – można przecież namalować obraz nie mają pędzla (tak jest, sprayem).

Pewno do 2018 roku co jakiś czas pojawi się aktualizacja, która przypominać mi będzie, że jakąś kasę w to włożyłem, ale czy, powiedzmy w 2019 roku będę miał jeszcze jakąkolwiek ochotę w to zagrać – pewno rzucę okiem. Hiroaki Yura stracił w moich oczach trochę – programisty nie ma, a ten sobie figurki do W40k maluje. Oczywiście, żartuję. Niemniej jednak zawiedzony jestem. Nie tylko tą zbiórką.

Oddajcie moje pieniądze!

Mógłbym się rzucać, prosić, grozić. Tak jak to robią niektórzy. Refund please czy jakoś tak. Ale ja od dawna zdawałem sobie sprawę że crowdfunding to nie preorder, czy pożyczka (co najwyżej bezzwrotna). To trochę jak granie w lotka cały czas tymi samymi numerami. Jak się ma lat 20, czy 30 to szóstka cieszy, można się “zabawić”. Ale jak po 30 latach się trafi, to… pewno dalej się człowiek cieszy. Choć krócej – o ile z radości zawału się nie dostanie.

Soczek z jabłek!

Lata temu, gdy w Krakowie zaczepiło mnie dwóch punków (tak mniej więcej wyglądali) jeden z nich rzekł: “może dorzucisz się na soczek z jabłuszek”. Uśmiechnąłem się i rzuciłem im jakimś drobnym – lubię szczerość. Do tego chcieli się podzielić.

Crowdfunding pełną gębą! I to jeszcze przed kickstarterem.