Dead or Alive 6 #2

Miał być wpis o czymś innym. Taki głupi więc dałem sobie z tym spokój i postanowiłem przerobić. Jest kilka rzeczy które denerwują mnie w Dead or Alive 6 bardziej niż brak umiejętności, mój button mashing i przegrywanie.

Pierwsza to RageQuity. Na szczęście tych miałem nie dużo, a od czasu jak zacząłem je nagrywać to zdarzyły się w sumie cztery. Ale nadal to wkurza, szczególnie gdy mogę za taką wygraną dostać więcej, bo wygrałem z kimś lepszym.

 

Nie wiem czy to brak jakiejś pokory, szacunku. Pewno ten z wyższym rankingiem mówi sobie a fuksiarz, gra laguje i dlatego mu się udało (sam czasem na to klnę, ale wiem że to tylko tak by wyrzucić z siebie emocje), wytarguje kabel i zaczyna szukanie od nowa ludzi do podbijania rankingu. Tylko im wyższy ranking będzie miał, tym częściej zacznie spotykać ludzi, którzy nawet nie pozwolą mu się ruszyć i w ten sposób obrobi sobie wtyczkę w soniaku.

Drugą to odrzucanie rewanżu w szczególności po wygranej walce. Nie raz nawet w sytuacji gdy przeciwnik widzi, że nabiłby na mnie
proste punkty. Chyba tak dużo czasu by nie stracił, a mnie nawet takie oklepanie mordy coś uczy (choć raczej tępy uczeń jestem). Do tego po zakończeniu walki, wyjściu i szukaniu kolejnego przeciwnika nie znajduję go w 10-15 sekund. Czasem mam wrażenie że trwa to wieczność. Ba nawet dziś gość, który zrezygnował po ponownym wyszukiwaniu znowu trafił na mnie. Wygrał, zrezygnował i… kolejny raz walczył ze mną. A wystarczyło może dać raz, albo dwa jakiś rematch.

Team Ninja powinni zrobić dwie rzeczy. Jakoś karać rage quiterów, a przede wszystkim nie karać mnie zostawiając z zerem punktów za wygraną walkę. Oraz uniemożliwić odmówienia rewanżu stronie wygrywającej. Ale pewno nic z tego. Jak pojawią się lobby to się wszyscy poukrywają i tyle z rankingowej zabawy. Ba z zabawy online.

Przez Dead or Alive 6 zaniedbuję wszystko. Są takie rzeczy, które chciałem w tym roku robić, do których chciałem wrócić. Są takie rzeczy, które próbuję robić, ale robię na pół gwizdka. I tak sobie myślę, że nie jest mi z tym źle. Choć kupka wstydu, wstydzi się coraz bardziej.

Jest jeden plus. Podczas przerw na szukanie przeciwników, coś tam czytam.

PS. Powiększony obrazek wyróżniający nie wygląda dobrze. Ale nadal nie znalazłem stylu który by mi odpowiadał, robił wszystko tak jakbym chciał a swoje jakoś nie chce mi się robić.

Dead or Alive 6 #1.5

Uwielbiam szkice, a one mnie. Ten wpis miał tytuł …#2, a Mila w obrazku wyróżniającym miała podkreślać, że ten wpis będzie o niej. Że znajdzie się tutaj garść obrazków i że napiszę jaka fajna i radosna jest w Dead or Alive 6.

Ale jak to ze szkicami bywa – leżą. Nie wraca się do nich, a jak już to zmienia w coś innego. Teraz siadam po trochu do grania. Jak już odpalam DoA6, a staram się w miarę regularnie grać, to siadam do gry online. Czasem rzucam padem, a czasem nie. Głównie gram Hitomi i w sumie nadal cudować nie potrafię.

Moje umiejętności doprowadziły mnie do rankingu C+ i po dzisiejszej sesji jeszcze kilka wygranych i będę na B-. Ale to tylko bajki, bo gaci posranych nie ma codziennie i zwykle więcej przegrywam niż wygrywam. Rzekłbym, że norma to tak 30% lub mniej.

Do tego nie siadam do trybu foto. Suknie ślubne są fajne, bo nie przesadzone i zawsze myślę by ściągnąć kilka obrazków, ale jakoś mi się to nie udaje.

Zabrałem się za granie w dwie inne gry. Do tego gdzieś tam próbuję czytać Muminki i jakoś nie lenić się zbyt wiele. To ostatnie zbyt się nie udaje, ale próbować będę nadal.

Kocham te cyfrowe dziewczęta…

e-dziewczyny w e-bikini #16

Czekając na Dead or Alive 6, romansuję z wirtualnymi pięknościami na plaży, przy basenie a i czasem w sypialni… czy czymś takim. Klikam w jednym celu. Prostej, prymitywnej rozrywki i uczty dla moich oczu.

Teraz jak już wylosowałem Lei Fang mógłbym sobie darować na jakiś czas, w szczególności, że trafiłem na swego rodzaju ścianę i pozostaje mi teraz grindować. A, że po skończeniu Hollow Knighta nie mam wiele chęci na zbyt wiele to po prostu odpalam Venus Vacation i przenoszę się w ciepłe miejsce na piaszczystą plażę.

Bo kto nerdowi zabroni marzyć i romansować. Tak łatwiej, człowiek nie dostanie po łbie. Co najwyżej pośmieje się z pomysłowości ubierania kobiet w wielkie czekoladowe serca.

Do tego, poszukałem ostatnio googlami i znalazłem innych geeków tłumaczących co się gdzie tam robi i po co, przy tych dziwnych nowych eventach. Człowiek widzi jakiś dodatkowy cel, poza oglądaniem piękności.

Basen ma za sobą, ale trzeba było się spryskiwaczem napryskać by było bardziej przejrzyście.

Wcześniej jeszcze trafiłem SSRow kostium dla Kokoro. Nie jest zły, ale jakoś wolę te, które wyglądają bardziej klasycznie. Nacieszyłem oko i kokoro. Nie pierwszy raz to napiszę, ale kreatywność projektantów mnie czasem zaskakuje.

Wiem, że nawet są tacy co wymyślają prawdziwe dziwne kostiumy kąpielowe i myślą, że ktoś będzie je ubierał. Ale tegoroczny, walentynkowy hit w DoAXVV mnie zabił. Rozumiem jeszcze wstążki z zeszłego roku. Na swój sposób mi się podobały bo miały proste przesłanie.

A tu co, mam się najeść bym nie miał później ochoty na… cokolwiek?. Ciężki z pełnym brzuchem i toną cukru we krwi powodującą wydzielenie insuliny i senność (czy jakoś tak).

Choć w sumie, można zawsze olać czekoladę i zacząć od schrupania nadzienia.

Chyba muszę pomyśleć o jakieś galerii.

Oj moje pieniądze #3

Ostatnio klikam w Venus Vacation. Tak bez spiny. Od zdobywam co się tam zdobędzie, biorę tę/tą gaczczę i liczę że i tak nic nie wylosuję. Chyba dobrze, że prawie nic tam nie rozumiem, bo jeszcze zrozumiałbym co robię i się wciągnął.

I tak chciałem we wpisie o cyfrowym pięknie i sztucznych piersiach napisać o tym jak śmiać mi się chce i jak bardzo jestem zażenowany podejściem serwisów do Dead or Alive 6 i tego, że jednak nie będzie tak stonowane jak zapowiadali, że nadal stroję będą pokazywać trochę ciała, że biust dalej będzie falował. Ale się powstrzymałem i zmieniłem tytuł.

Czasem chwytam się już za klawiaturę by stanąć w obronie dobrego mordobicia. By wyrzucić z siebie emocje i powiedzieć co o tych ludziach sądzę. Cieszę się, że w ostateczności tego nie robię, ale żałuję że chwytam się na te clickbejtowe tytuły licząc, że ktoś kiedyś napisze tam coś sensownego.

I mimo, że Yohei Shimbori w jednym z wywiadów powiedział, że nie będzie na starcie (a później… kto wie) trybu fotograficznego, to ja nadal mam zamiar wydać pieniądze, górę pieniędzy.

Gdybym powiedział, że nie rozumiem jak można takie głupoty pisać bym skłamał. Rozumiem, że nie chodzi prawdę, rzetelność, czy sensowne podejście do sprawy tylko o to by ludzie czytali a później swą opinię opierali tylko i wyłącznie o wycinek informacji o produkcie.

Gdybym zaczął zastanawiać się jak można wstydzić grać w grę, w której kobiece postacie są ładne i seksowne, to też bym się skłamał. Tylko co w tym złego, że jestem starym dziadem i lubię popatrzeć sobie na ładne rzeczy. Zresztą pisałem o tym nie raz, że gdy człowiek skupi się na grze, na próbie wygrani to szczegóły tracą na znaczeniu.

Kiedyś byłem bardziej zaangażowany w internetowe dyskusje. Wtedy też byłem bardziej trolowaty, pisałem byle co i gdzie popadnie. Nic nie wnosiłem do dyskusji. Dziś wiem, że nawet jakbym miał co powiedzieć, to rzadko kiedy jest sens cokolwiek pisać.

I dlatego lepiej jak pójdę sobie coś pograć.

Oj moje pieniądze #2

A ja czekam i czekam i czekam… jak śpiewał kiedyś Grzegorz Turnau. I coś czuję, że się nie doczekam. Doczekałem się Mili. Gdzieś tam są plotki o Kokoro. Coraz bardziej się cieszę, że Dead or Alive 6 jest w produkcji, ale coraz bardziej martwi mnie brak ogłoszenia o jakieś wersji wypasionej.

Chyba będę musiał rzucić się na Japońską edycję kolekcjonerską, dla ludzi mniej zamożnych. Bo nie interesują mnie ręczniki, jakieś plakaty i poszewki. Chcę grę, na nośniku fizycznym i nie pogardziłbym ścieżką dźwiękową. Do tego nie chciałbym by ominęły mnie ciuszki, postacie i inne rzeczy, które będą w grze.

Problem tylko w tym, że Koei Tecmo nie kwapi się by ogłosić, że w europie dadzą ludziom wydać ciężko zarobione pieniądze na kilka kawałków plastiku i papieru. Natomiast istnieje coś takiego jak cyfrowa wersja deluxe. A ta ma dokładnie to, co mają dostać Japończycy w formie kodu w pudełku.

Chciałbym nie musieć wydać kasy 5 razy. Chciałbym dać im zarobić, ale nie dać się oskubać. Ale wydaje mi się, że mój zdrowy rozsądek, przegra z fanboismem.

Oj moje pieniądze… #1

Miałem kiedyś napisać o tym jak Dead or Alive Xtreme Venus Vacation mnie kusi do powrotu. Jak te wszystkie śliczne screeny wrzucane na twittera kuszą bym spróbował znowu tego klikadła. A, że generalnie jakoś kiepsko się ostatnio zbieram do czegokolwiek, to i nie udało mi się zrobić kolejnego nijakiego wpisu z cyklu e-dziewczyny w e-bikini.

Niemniej jednak na horyzoncie pojawia się kolejny wyciągacz kasy. Potencjalny, bo tak do końca niewiele o nim wiadomo. Koei Tecmo w 2019 roku, wypuści Dead or Alive 6 i ja oczywiście się z tego powodu cieszę, a tym bardziej, że powoli pokazując kolejne postacie, w końcu pokazali Hitomi.

Nie spodziewam się rewolucji. Nie mam wielkich oczekiwań, ot wiem, że kupuję na premierę i może sprawię sobie jakąś edycję limitowaną – a jak jeszcze oszaleję to może i kupię PS4Pro. Zresztą patrzę na to co jest prezentowane i nie widzę tutaj jakiegoś ogromnego skoku graficznego – choć coraz rzadziej takowego się spodziewam w jakiejkolwiek grze.

Nawet nie przeszkadza mi, że twórcy postanowili odejść od fanservice’u. Zapowiadają, że stawiają na to by postacie były bardziej cool, a nie sexy. Pewno wsłuchują się w głosy społeczności i chcą zrobić wszystko by mordobicie było postrzegane jako mordobicie a nie symulator dyndających nienaturalnie piersi.

Gdybym miał mieć jakieś życzenia co do samej gry, to chciałbym czuć, że mam w co grać. Street Fighter V na którego tak mocno liczyłem bardzo szybko mi się znudził, bo zakładał że każdy grający będzie chciał od razu skoczyć online i zacząć kopać tyłki ludziom z całego świata. Skończyło się to tym, że kiepski i długi matchmaking sprawiał że podczas godziny siedzenia z padem w ręku, graliśmy 20 minut.

Chciałbym aby walki szybko się wczytywały, że opcja random była tak samo świetnie rozwiązana jak w piątce, oraz by dało się zdobywać ciuszki nie tylko przez playstation store. Choć pewno jak będzie dało się coś zdobyć przez sklep, to konto Koei Tecmo się bardzo ucieszy – a ja nie będę smucił, w końcu pieniądz rzecz nabyta.

Na koniec chciałem przeprosić Hitomi, że to jej przyjaciółka Lei Fang znajduje się w nagłówku tego postu i wytłumaczyć się, że nie robię skoku w bok. Ot jakoś tak bardziej do mnie przemawia ten screen.

e-dziewczyny w e-bikini #14

Czwartego marca 2018 odinstalowałem Dead or Alive Xtreme Venus Vacation. Już dawno nie próbowałem bawić się na wyspie Zacka, w towarzystwie uroczych dziewcząt. Nawet wprowadzenie trybu 30fps nie zdołało mnie przekonać do powrotu. Pewno dalej będę śledził newsy na Dual Shockers i twitterowe konto tej gry.

Trochę smutno bo e-dziewczyny w e-bikini dodawały kolorytu temu mizernemu blogowi. Były chyba jedynym tematem, o którym pisałem w miarę regularnie. A teraz, ciężko będzie znaleźć dobry powód by napisać cokolwiek. Nigdy te wpisy nie miały większego sensu. Często się powtarzałem i kręciłem w kółko.

Już kilka razy myślałem, że stworzę fikcyjną recenzję kolejnej odsłony o której będę pisał w samych superlatywach. Nigdy się do tego zabrać nie mogłem, bo dobrze wiem, że zbyt szybko na kolejną grę z cyklu Xtreme nie ma co liczyć – nawet w Japonii. Do tego, nikt nie będzie starał się robić rozbudowanej gry na której może nie zarobi. I jeszcze kwestia techniczna. Myślę, że z konsol obecnej generacji nie da się wiele więcej wycisnąć. A że bieganie dziewczętami po plaży opiera się o ładną grafikę, wypada poczekać na zmianę sprzętu.

Kilka dni temu ponownie zainstalowałem Dead or Alive 5 Last Round, do tej pory nie zagrałem. Głównie dlatego, że Monster Hunter mocno wciąga – choć o tym kolejnym razem. I mimo, że Kokoro tak ładnie trzyma tą bombonierkę a sama jest prezentem, który chciałoby się odpakować, to nie chcę dalej walczyć ze szczęściem, czy raczej nieszczęściem jakie mam przy grach losowych.

Teraz pozostają mi renderki, które można znaleźć na deviantarcie. Ludzie mają zdolności, fantazje i pomysły. Tylko często trzeba odsiać spore ilości słaby i przeciętnych twórców by znaleźć perełki.

Zack Island Reinforcement by RadiantEld
Zack Island Reinforcement by RadiantEld

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Chyba.

Czekając na Monster Huntera

Dziś, może jutro. Kto to wie kiedy dojdzie. Ostatnio coraz bardziej zawodzę się na wszelkich spedytorach. Może powoli budzą się w nowym roku, a może tak bardzo zeszli z ceny, że teraz się odkopać z ilościami nie mogą. Jak na razie to tylko kurierzy z krwi i kości są jeszcze oki.

Czekając na Monster Huntera, odłożyłem Zeldę. Gdzieś mnie zmęczyła. Wiele tam wspaniałych rzeczy, świetnie się gra(ło) i myślę, że wrócę, ale z różnymi rzeczami myślałem a później to się kończyło jak zwykle. Nie przekreślam Breath of the Wild bo to naprawdę świetna gra. Podejrzewam, że powinienem był skupić się bardziej na misjach fabularnych i dążyć do końca. Może jest później jakaś możliwość cofnięcia się do ostatniego save’a, lub grania w świecie bez Ganona.

Po drodze rzuciłem też DoAXVV. Przestało dla mnie mieć to sens. Po tym jak wyrzuciłem 12500 VC na Hitomiową gatczę i nie dostałem nic wartego uwagi, stwierdziłem że podziękuję. Dla mnie te kilka miesięcy to czas gdy taka jakby przeglądarkowa gra free to play kończy żywot. Może gdyby ktoś wymyślił trochę inny system zdobywania ciuchów, który nagradzałby po prostu granie, dalej bym codziennie siadał na chwilę albo dwie.

Gdzieś tam jeszcze próbuję bawić się betą MTGAreny. Jak już tym rzucę to może coś więcej napiszę – a jestem niedaleki od przejścia w tryb spoczynku. Magic to świetna gra, dobrze przeniesiona na komputer broni się tym czy wersja papierowa. Choć mam wrażenie, że w wersji papierowej mam mniej szczęścia niż w tej cyfrowej.

Teraz czeka mnie jeszcze wymyślenie jakiejś sesji, nauka jakiegoś dziwnego systemu, oraz dowiedzenie się o co chodzi w Infinity. Boję się tylko, że Monster Hunter zepsuje wszystkie plany.

Ale to może dobrze…

e-dziewczyny w e-bikini #12

Sam sobie się dziwię, że jeszcze w to klikam i czuję, że wpis nr 12, powstaje tylko pod pretekstem pokazania kolejnego obrazka Hitomi.

I pewno nie powinienem już pisać dalej, bo krótki wstęp i wyciągnięta na ziemi laska powinna wystarczyć, ale jest taka jedna rzecz która chodzi mi po głowie od bardzo dawna. W sumie przyszła do niej, gdy twórcy postanowili zrobić Christmas Event i dać możliwość wylosowania mikołajowego kostiumu – raczej mało kąpielowego.

I nie żebym miał coś przeciwko przebierankom, fetyszom i pobudzaniu wyobraźni. Może to jedna z tych rzeczy, które przyciągają mnie do Dead or Alive – nie tylko tych extreme, tylko jakoś chciałbym (życzenia, marzenia) by nie zmuszać kobitek do biegania w futrze po plaży.

Tak samo syrenowy strój, w wersji SR (super rare, bo szczęścia na SSR mi brakuje widnieje jako obrazek wpisu) ma wiele wizualnych zalet, ale czy w tym da się grać w siatkówkę. Wiadomo tło – plaża, basen – siatkówka to tylko dodatki do tego by popatrzeć na Hitomi.

Choć ja już sam nie wiem, czy tylko nie klikam w opcje i na nic tam nie patrzę.

Przecierając kurz

Zatrzymałem się w próżni, w kwadracie Alfa próbując każdą kończyną chwytać coś innego. Okazało się, że nawet soniczny śrubokręt nie pomaga w zderzeniu z lenistwem.

Jeden. Próbuję skończyć dodatki do Nioha. Świetna gra, tylko ile można kląć na sadystyczne pomysły twórców wie tylko ten co zagrał. Czasem myślę, że wiele stworzeń przeniósłbym na sesje DnD. Może kiedyś, jak w me ręce wpadnie Tardis.

Dwa. Dla względnego relaksu gram w River City Melee SP. Liczę, że kiedyś wpadnie mi ostatnie osiągnięcie, choć nie ukrywam że nie mam pojęcia czemu się to jeszcze nie stało. Gra ta to taka tęsknota za starymi gramy z serii Nekketsu. Prostota pod każdym względem ale cieszy. Choć kiedyś były lepsze.

Dwa i pół. W 2018 roku poza remasterem Dragon’s Crowna (zakupiony) ma wyjść kolekcja gier Nekketsu. Gra roku, czy tam zbiór gier roku. Hokej, Goal 3, Kankutou Densetsu, Koszykówka i wiele innych. To takie żerowanie na sentymentach z dzieciństwa, ale gdy próbowałem emulować NESowe gry na komputerze to też dobrze się bawiłem.

Dwa i trzy czwarte. Za dużo by wymieniać gier które interesują mnie w 2018. Do tego stare czekają a ja cały czas myślę by wrócić się do czasów PS3 i skończyć pewną trylogię. Tardis gdzie jesteś!

Trzy. Dead or Alive Xtreme Venus Vacation. Absolutny zjadacz czasu. Coraz więcej wiem co się tam dzieje, coraz częściej przeklikuję wszystko co mogę, coraz mniej robię. Trafiłem na paywall i mam zamiar pod nim stać, obmyślając plan jak się powoli, bardzo powoli przez tą ścianę przebić. Jak chęci starczy to napiszę kilka zdań więcej.

Cztery. ß MTGArena. Wszędzie widzę confidential. Przed czym się tak chować? Bez przesady, tragedii nie ma. Na razie wiele nie mogę powiedzieć, choć powoli zamierzam się by napisać parę akapitów na ten temat. Kolejny marnowacz czasu.

Pięć. Kończę, by nie było pusto w grudniu. Idę dupy oglądać i dalej czas marnować myśląc, że może uda mi się znaleźć Tardis i wrócić do pehape.