e-dziewczyny w e-bikini #15

No i sam nie wiem jak ostatnim razem się zarzekałem i kiedy miałem wrócić do tych wirtualnych fantazji. Pewno sporo czasu zajęło mi podążanie za Jade, ale też jakoś nie miałem przekonania by sięgać po Dead or Alive Xtreme Venus Vacation ponownie. No i przełamałem się. Pewno widok fajnych ciuszków, zachęcił mnie by spróbować ponownie klikadła. I tak się stało.

Tu książka, tam karty. Zacząłem Yakuzę Kiwami 2 i czasem próbuję zagrać parę gier na Arenie a i chwilę na Wakacje Wenusianek znajdę. Ponieważ przesiadłem się na komputer stacjonarny, to z tą zabawą jest lepiej. Drażni jedynie tempo wczytywania, ale gdy ściera się kurze, można od czasu do czasu podejść, kilka razy kliknąć, zetrzeć półeczkę i znowu coś kliknąć. Do tego oczywiście nie mogę włączyć super ekstra efektów i mega cudownych modeli, ale do narzekania, że nie dostaję tego co akurat bym chciał takowe nie są mi potrzebne.

Zresztą DoAXVV uświadomiło mi co takiego fajnego jest w tej zabawie. Przypomniało mi, że w latach 90 był taki program – kompletnie nie mogę przypomnieć sobie jego nazwy – gdzie kobiece postaci z anime, można było przebierać w różne ciuszki. Oczywiście nie miałem wtedy komputera by spróbować tej zabawy, ale już wtedy, w mały umyśle (które pewno stał się jeszcze mniejszy) pojawiła się ta prosta myśl “to jest świetne”.

I pewno o to dalej chodzi, tylko technologia poszła do przodu. Poza zakładaniem kolejnych ciuszków, można posłuchać krzepiących słów. Poczuć, że ktoś o nas myśli i się martwi. Rzecz jaką potrzebuje każdy otaku, gdy wokół niego zawistny i prawdziwy świat.

Gdy włączyłem, któryś raz z kolei symulator przebieralni kostiumów kąpielowych, a Misaki spytała mnie (w wolnym tłumaczeniu) “O tej porze, nadal w pracy?”, uśmiechnąłem się. Celowo popatrzyłem na zegarek, w Japonii była 1:18 w nocy, a wirtualna dziewczyna się o nas martwi.

No dobra, po prostu twórcy wiedzą, że takie gry nie włącza się by w nie grać, tylko by służyły jako tło do czegoś innego.

Ale mimo wszystko to miło.