Syndrom znacznika część 2: Final Fantasy XIV

W Final Fantasy XIV widzę ogrom świata i atrakcji. Gra przyciąga i przytłacza na raz. Jest tyle do zrobienia, że włączając ją człowiek zwykle pierwsze minuty spędza myśląc co dalej, co teraz, czym się zająć dziś? Niestety zadania poboczne kompletnie w tym nie pomagają, a logika podpowiada by iść do przodu – z fabułą. Niestety logika (mnie) zawodzi w tym przypadku.

Tutaj ilość znaczników bardzo przytłacza. Do tego wypada wziąć pod uwagę, że zadania poboczne można podzielić na kilka kategorii, w bardzo różny sposób, ale skupię się na dwóch.

Pierwsza to tzw. questy fedexowe. Czyli zanieś, przynieś, pozamiataj. Dają punkty doświadczenia, kasę (gile) i czasem jakieś mało przydatne przedmioty. Druga to takie, które dają nam coś więcej. Znacznik wyróżnia się dodatkowym plusem, a po ich ukończeniu dostajemy coś na stałe. To zadania nowych profesji – czy też historii z nimi związanych dających umiejętności. Zadania odkrywające lochy, raidy czy czasem mini gry. Są też questy okrywające dostęp do questów ras zamieszkujących Eorzeę – cuda na patyku…

Na początku starałem się robić jak najwięcej tych pierwszych, a teraz je zwykle omijam. Próbuję skupić się na tych z plusem. Problem tylko w tym taki, że te zadania zmieniły się w całe mini fabuły. Fabuły, które rzadko do mnie trafia i zazwyczaj przerzucam dialogi, przerywniki. Historie te mnie nie ciekawią, a czasem sposób ich przedstawienia jest nijaki.

Gdy główną profesją wystrzeliłem poziomem mocno do przodu, fedexowe zadania niższego poziomu nie dawały mi sensownych ilości punktów doświadczenia. Postanowiłem je zostawić na później gdy będę maksował kolejną profesję. Teraz leżą i czekają. Gdzie się nie ruszę znaczniki kuszą by oderwać się od aktualnego zadania. Chciałbym iść z fabułą do przodu, ale zwykle znajduję coś innego do zrobienia.

A to wszystko przez to, że te cholerne znaczniki zasłaniają mi mapę…

Syndrom znacznika część 1 : Yakuza 3

Jakiś czas temu siadłem do trzeciej części Yakuzy. Wiele razy serię wychwalałem i mimo, że ta część ma już swoje na kartu, a mechanika starych części jest… inna, to Yakuza 3 (Remastered) jest świetną grą.

Dla jasności dodam, że Yakuza Kiwami (i Kiwami 2) to remake’i dwóch pierwszych części serii. A jak na remake przystało prawie wszystko zrobiono od nowa – poza napisaniem fabuły od zera, bo to byłoby bez sensu (nie żebym był tego pewien, bo nie grałem wcześniej pierwsze części Yakuzy). Yakuza 3-5 dostała remastery, czyli poprawiono grafikę by lata później, na lepszym sprzęcie wyglądała ciut lepiej. Do tego pewno pewne rzeczy lepiej działają, bo ps4 to nie ps3. Rewelacji nie ma. Ot mniej pikselasto/kanciasto niż by być mogło. Animacje są komiczne a są takie drobne rzeczy, które drażnią, ale wszystko to jest do przełknięcia.

Bo przecież Yakuza historią stoi. I właśnie siadłem do Yakuzy 3 po to by poznać historię. W końcu widziałem jej zakończenie – bo zacząłem od części 6-tej, widziałem jej początek w Kiwami/Kiwami 2, więc dobrze byłoby połączyć kropki a później może usiąść do prequelu – Yakuza 0. Takie założenie, które pewno się nie spełni, ale marzyć można.

I właśnie z postępem w historii u mnie jakoś kiepsko. Z jednej strony staram się brnąć do końca Final Fantasy XIV, robiąc tylko to co niezbędne – czytaj błądząc i szukając zajęć tylko by nie skończyć zadań z głównego scenariusza. Z drugiej gdy siadam do Yakuzy biegam od pytajnika, do pytajnika na mapie.

Te pytajniki oznaczają historie poboczne, które są idealną odskocznią od wątku głównego. Nie tylko dlatego, że są i nas odciągają, ale często są zabawne w przeciwieństwie do fabuły, ale mają także proste i życiowe puenty. Zwykle sprowadzają się do bicia ludzi (by kogoś ochronić) i gonienia za ludźmi (bo coś ukradli), lecz bywają także bardziej skomplikowane zadania. Ot zagramy w filmie akcji klasy b bo główny aktor złamał rękę – oczywiście kogoś bijąc. Po szpiegujemy okolicę, gdyż kobitka ma wrażenie, że ją ktoś podgląda. Spróbujemy uderzyć gościa, który uważa się za mistrza uników, dzięki czemu zgarniemy niezłą sumkę. Sami będziemy uciekać, by udowodnić gościowi że wcale nie jest taki dobry w gonieniu. Przekonamy gościa by jednak się nie zabijał i spróbował problem długu finansowego rozwiązać jakoś inaczej. Odnajdziemy bardzo starą i bardzo cenną butelkę starego sake w ten sposób ratując rodzinny biznes. Itd. itp.

Zawsze z przymrużeniem oka, specyficznym humorem. W szczególności gdy dostajemy możliwość wybrania odpowiedzi i mimo, że widzimy tą prawidłową to mamy ochotę wziąć coś głupie, śmiesznego by historia potoczyła się inaczej – nawet jeżeli przez to będziemy musieli przejść tą historie od nowa.

I tak zamiast grać i iść do przodu odwiedzam znaczniki. Czy to w Yakuzie, czy to FFXIV. Choć czas spędzony miło, to chyba nie czas stracony…

PS. Część druga może pojawi się wcześniej, bo już za tydzień.