Gry losowe mnie nie lubią

Wiadomo, że gdy nam nie idzie wypada na coś narzekać. Ja zawsze narzekam na szczęście, a raczej jego brak. I tak w MtG, nawet mając całkiem niezły deck, gdzieś nie dochodzi akurat coś dobrego. Ja tam nie mówię o tej jednej idealnej karcie, ale zwykle dochodzi po prostu to co jest najbardziej niepotrzebne.

Dziś, grając w Yakuzie Kiwami 2 w mahjonga kiedy zacząłem zbierać klocki by coś ugrać, próbując to zrobić jakoś logicznie – choć nie ukrywam, że dalej daleko mi do kompletnego zrozumienia tego co się na stole dzieje – dostawałem oczywiście nie to co trzeba. Ba nawet gdy odrzuciłem jakiś klocek, to za chwilę dostawałem taki, że gdybym tego nie zrobił to miałbym ładny komplecik.

Ah to moje szczęście. Dobrze, że chociaż ostatnio Tamaki w DoAXVV dostałem.

O co tu chodzi?

Nowy wordpress, nowy styl i nowa zagwozdka.

Kompletnie nie wiem jak zrobić szałowe, zmieniające się tła, takie jak można ujrzeć na filmie prezentującym nowego wordpressa. I mimo, że całą moc przerobową mojego umysłu przekierowuję na granie w Final Fantasy XV, to przez jakiś czas będę próbował rozwiązać zagadkę motywu Twenty Seventeen.

Zapewne absolutnie mi to niepotrzebne i tak zmienię na stary – z czasem, ale źle się czuję z tym że czegoś nie wiem.

Niezbyt mocne postanowienie

Blog ten powoli staje się polem eksperymentów. Kiedyś, gdzieś o tym pisałem, ale doszedłem do wniosku że w końcu trzeba siąść i zacząć coś robić. Dobrze by było skupić się na jednym, zrobić i odhaczyć na liście rzeczy do zrobienia – choć jak znam życie, to się nie uda.

Na razie chciałbym “upięknić” stronę OKFu, stworzyć jakieś nowe logo by mieć święty spokój z jego ewentualnymi modyfikacjami. Nie myślę by robić rewolucję, ot trochę zabawy CSSem, stworzenie jednego widgetu.

Zmieniam styl tutaj, by później zrobić jakieś drobne modyfikacje, w końcu tego bloga i tak (prawie) nikt nie czyta, więc może i nikt nie dojrzy planowanych przemian na stronie OKFu. Trzymam kciuki za samego siebie, bo ostatnio jestem wielkim leniem i brak mi jakichkolwiek pomysłów.

Magicowe prereleasy

Magicowe turnieje przedpremierowe od zawsze stawiały na czerpanie radości z gry. Bywa, że ktoś wymyśli jakieś konkretne solidne nagrody na takowy turniej, a ludzie którzy przyjdą je wygrać są największą szkodą dla całego spotkania.

Jak dla mnie pre to możliwość zdobycia nowych kart. Zresztą dlatego zawsze lubiłem turnieje limited. Płacę więcej, ale nie wychodzę z pustymi rękoma. Wpisowe nie musi się mi zwrócić, nie muszę dostać samych drogich kart by być zadowolonym – bo ja nimi nie handluję.

Dlatego także często wybieram taki turniej prereleasowy gdzie do wygrania jest tylko dobra zabawa. Lubię grać limited, bo tutaj liczą się umiejętności. No i szczęście w przypadku wariantu sealed. Nie zastanawiam się czy moja budżetowa talia wygra z kimkolwiek.

Zresztą im więcej prereleasów zagrałem, tym coraz mniej zacząłem się przejmować tym czy cokolwiek ugram i co ważniejsze coraz lepiej mi idzie.

Dlatego wszystkim tym, którzy idą jutro na pre Eldritch Moon życzę przede wszystkim dobrej zabawy (a i niech wyciągną takie karty jakie potrzebują do swoich talii EDH/T2). I jak najmniej eldrazich.

Pieniądz rzecz nabyta

Muramasa pokazuje, że gry z grafiką 2D, piękną grafiką 2D bronią się na przestrzeni wieków. Nie starzeją się. Są po prostu nadal ładne. Nie zaczyna im brakować polygonów, kształty nie zaczynają być kańciaste. Może tylko kuleć sterowanie, bo i dźwięk, muzyka nadal mogą być dobre.

Muramasę kocham za klimat, styl. Historia jest przyjemna, choć najlepiej wspominam tą z DLC A Cause to Daikon For. Muramasa ma jeszcze jedną rzecz, którą od dawna chciałem mieć, ale nie mogłem bo to drogie i się w sumie spóźniłem. Figurkę Momohime.

Jakoś nie jestem zwolennikiem zbierania tego typu gadżetów na półce, to jednak dzięki temu że komuś do głowy przyszło zrobić kolejną reedycję, kupię sobie i na koniec tego roku postawię na półce. Chyba że znowu się spóźnię, albo gdzie po drodze z bankrutuję i będę musiał odwołać zamówienie.

eSeNeS

Zmarnowałem wczoraj trochę czasu by zobaczyć z czym się je tego instagrama. Zakosiłem tableta by móc założyć konto, a później dowiedziałem się że w sumie to musiałbym zakupić (najlepiej) chytry telefon, że coś tam zrobić.

No nic, jak już straciłem czas by założyć konto, to wypada poszukać czy nie da się tego jakoś obejść. Google przyjacielem każdego internauty, więc spytałem i odpowiedź dostałem. Wrzuciłem fotkę, coś tam dopisałem i jest.

Wiem, czasy sie zmieniają, ludzie nie lubią już czytać i wolą popatrzeć na jakieś zdjęcie. I jak to na studiach mi powiedzieli:

Obraz, wart jest tysiąca słów

Po czym dodali, że wykres wart jest tysiąca obrazów. Tak więc, sądzę że ewolucja mediów społecznościowych pójdzie w kierunku matematycznym.

Nie wiem po co tyle SNSów. Pewno tylko chodzi o to, że jedne się nudzą a drugie na starcie wydają się atrakcyjne – bo inne, wykorzystujące nowe technologie.